Ayfer Tunç, Historie z ojczyzny

Nazif Topçuoglu, Magiczne dywany, 2010, źródło: http://naziftopcuoglu.com. Fotografie i porcelanowe choreografie – to one mnie uwiodły – stambulskiego artysty przywołują Balthusa, ale opowiadają także – podobnie jak „Historie z ojczyzny” – o małych pamięciach. Topçuoglu pisze: przenikającym wątkiem w moich pracach jest ciągłe obcowanie z czasem, pamięcią i stratą. Obawiam się nietrwałości ludzi i rzeczy, jak też próbuję rekonstruować zamazane i niedoskonałe obrazy idealizowanej przeszłości. Ta próba nieuchronnie wymaga umiejętności odzyskiwania przeszłości, stąd moje ciągłe odwoływanie się do historii sztuki, do klasycznych zdjęć i obrazów, ale również do Prousta czy Tomasza Manna.

I

„Historie z ojczyzny” zaczynają się od krótkiego zbioru esejów. Ta bolesna ojczyzna Tunç przypomina moją. Ten sam klimat autorytaryzmu: my dopiero na ścieżce, oni już u celu, wypełnionego frazesami o wyjątkowości i wielkości własnego narodu.

To w czym jesteśmy najlepsi, to zachowywanie się tak, jakby prócz nas nie było na świecie innych państw (…) Godna podziwu jest łatwość, z jaką potrafimy oszukiwać samych siebie (s. 10).

Nic złego nigdy nie zrobiliśmy, możemy udowodnić to nawet przed sądem (Reduta Dobrego Imienia – jakże ona się wpisuje, nawet nazwą, w tureckie klimaty).

II

Tematy, do których ciągle wracam: prowincja, ojczyzna, miasto. Cały ten dziennik (?) w gruncie rzeczy okazuje się dziennikiem wyrastania z prowincji, najpierw idealizowanej, gdy się z niej odjeżdża: krajobrazów, ludzi, przeszłości, potem uświadamianej. Obierasz sobie za patrona Czechowicza, który tak samo idealizował, a potem się rozczarowywał. Bo prowincja w tobie siedzi, ten twój konserwatyzm (kiedy czytasz te wczesne notatki sprzed piętnastu lat sam się wstydzisz), niechęć do zmiany, twój nieuleczalny smutek – to jej wina, prowincji. Podobnie w „Historiach…”

Niby zachodni, a w rzeczywistości konserwatywni. Niby miastowi, a w rzeczywistości małomiasteczkowi. A właściwie ani zachodni, ani konserwatywni, ani miastowi, ani małomiasteczkowi (s. 221).

III

Małe pamięci Ayfer Tunç. Te opowiastki nie są sztuczkami z puentą, ale raczej przetworzonymi drobnymi wspomnieniami z prowincji, której już nie ma albo jest w innej postaci. Coś pomiędzy Combray a duchologią.

Obcowanie z czasem, pamięcią i stratą – powtarzam za manifestem stambulskiego fotografa – a w przypadku tej „prowincjonalnej” prozy obcowanie z miejscem.

(tłum. Agnieszka Erdogan)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s