Geoffrey Parker, Globalny kryzys. Wojna, zmiany klimatyczne i katastrofa w XVII wieku

Warsztat Sebastiaana Vrancxa, Krajobraz z podróżnymi napadniętym nieopodal miasteczka, ok. 1618-1648, źródło: wikimedia.org

Wstęp, którego miało nie być

Kiedy zasiadam do pisania, w Polsce wybucha. Schemat jest dokładnie taki jak opisany u Parkera: zmiany klimatyczne, zaraza, kryzys, ale to tylko tło. Potrzebna jest fatalna decyzja władcy. Żeńcy schodzą żąć do Barcelony, tłum pomstuje pod dotychczas wszechmogącą kurią.

1.

Najpierw czytało się o jarzynach przywiezionych przez Bonę i podziwiało w podręczniku wawelski dziedziniec, a potem trach. Wiek siedemnasty zamieniał się ni stąd, ni zowąd w niekończące się pasmo wojen, bitew i pokojów zawieranych po to, by zaraz je zerwać. Wszyscy po kolei na nas napadali, a my recytowaliśmy postanowienia z Oliwy, z Buczacza i Karłowic. Nigdy w sumie na żadnej lekcji, ani w podstawówce, ani w liceum, nikt nie zapytał, o co chodziło z tym siedemnastym wiekiem. Podobnie jak w nawale dat, bitew i hetmanów nikt nie myślał o losie pojedynczych osób. Co się z nimi działo?

Od powietrza, głodu, ognia i wojny – wybaw nas Panie
Od nagłej i niespodziewanej śmierci – zachowaj nas Panie

Polski tekst suplikacji powstał prawdopodobnie w XVII wieku, co często pomija się pisząc o Trishagionie i jego greckich korzeniach. Tymczasem w tej krótkiej pieśni jak w kapsułce zawiera się siedemnasty wiek. Luterski malarz z Warmii opisał ów czas na niezbyt udanym obrazie, którego tytuł już tu przytaczałem: walka ludzi i zwierząt ze śmiercią.

Żyjemy jak zwierzęta, żywimy się korą i trawą. Nikt nie przypuszczał, że coś takiego mogłoby nas spotkać. Ludzie mówią, że Boga nie ma (s. 539)

Wymowne świadectwo z niemieckiej wsi, jedno z kilkunastu, które cytuje Parker, odwołujący się do listów, pamiętników, wierszy czy nawet więziennych zapisków, czyniący ich, siedemnastowiecznych, nam bliskimi. „Globalny kryzys” to opowieść o ludziach, których dotknęło nieszczęście, których świat – na ich oczach – legł w gruzach. Kiedy myśmy opowiadali o kresie czasów, bo siedzieliśmy w domach i nie mogliśmy pójść na rezurekcję, oni ów kres przeżyli. Nawiedziło ich wszystkich czterech jeźdźców apokalipsy.

2.

Po „Globalny kryzys” sięgam więc w roku zarazy, która może się okazać wcale nie największą katastrofą, jaką nam szykuje trwający wiek. Praca Geoffreya Parkera jest gęsta od faktów, monumentalna, by nie rzecz globalna, nie skupiając się jedynie na Europie, czy Chinach. Czytam ją powoli, w czym nie pomaga miejscami mozolne tłumaczenie. Książka jest na tyle obszerna, że można czytać ją na różne sposoby, skupiając się na coraz to innych elementach. Wybiórczo postępuję także ja.

Zza powiązanych ze sobą wydarzeń z historii ludzkiej i historii naturalnej (tak, Parker jest zwolennikiem determinizmu klimatycznego i pisze książkę jako przestrogę dla niedowiarków z XXI wieku), wyłania się wciąż pytanie o Boga.

Zdarza się, że Opatrzność skazuje świat na powszechne i wszechobecne nieszczęścia, których powody skryte są przed naszym wzrokiem (s. 22)

Do tej epoki wszystko było jasne. Bóg interweniował w historii. Kolejni władcy i dowódcy działali w jego imieniu, powołując się przy tym na krwawe opisy zdobywania Jerycha i miast kananejskich. Bóg tak chciał. Jeśli zadziało się coś złego, wynikało to z pewnością z obrazy Boga. Ogląd świata – zapisuje Parker (s. 39) – był pekatogeniczny. Należało tylko znaleźć tego, kto zgrzeszył, najczęściej heretyka, Żyda albo czarownicę. Tak wkroczono w wiek siedemnasty i przyjęto pierwsze nadciągające katastrofy.

(Kiedy przyglądasz się Polsce czasu zarazy, ze zdumieniem dostrzegasz, że zegar zatrzymał się tutaj za pierwszych królów elekcyjnych. Dominuje myślenie w kategorii grzechów, Matka Boska zajmuje się ochroną zdrowia a Jezus został niedawno ogłoszony królem. Czy prorok z Pobożna oczekujący na zderzenie dwóch komet i dyskusje o potępieniu z powodu przyjmowania komunii na rękę nie wydają się nieco archaiczne? Wielkie rozwidlenie, o którym wspomina Parker, oddzielające Zachód od reszty świata, pozostawiło nas gdzieś na marginesach owej reszty. Dopiero teraz jakieś przebłyski).

Z „Lewiatana” Hobbesa:
Życie człowieka jest samotne, biedne, bez słońca, zwierzęce i krótkie (s. 24)

Od lat 50 XVII w. wznoszenie kościołów w dużej mierze ustało (s. 578), liczba nieszczęść, która spadła na przeciętnego mieszkańca okazała się nie do zniesienia. Z niebem musiało być coś nie tak. Wyczerpała się koncepcja wojny religijnej, władcy przestali być pomazańcami. Działo się to powoli, jeszcze skazywano za bluźnierstwa, jeszcze cenzurowano książki. Ale już marzono o spokojnym życiu już tutaj, na Ziemi.

Kartezjusz wątpił, pisał wygnany z Amsterdamu Baruch Spinoza. Skrzypienie schodów, kroki schodzące w dół – w tej doskonałej frazie Herbert ujął sens tego, co tak naprawdę wydarzyło się w siedemnastym wieku.

(tłum. Paweł Szadkowski)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s