Dziennik. Najdłuższe dni

pole pszenicy
Vincent van Gogh, Pole pszenicy pod burzowymi chmurami, 1890, Muzeum Van Gogha, źródło: Google Arts & Culture. Tak właśnie wygląda Wyżyna.

Czwartek

Hotel, w którym zamieszkaliśmy był ogromny, okrągły. Sąsiadowaliśmy z pokojem J. i M. Wszystko byłoby pięknie – różowa pościel, słoneczne okna, plaża all inclusive – gdybym nie zgubił samochodu. Przeparkowałem go wieczorem i teraz nie mogłem odnaleźć. Krążyliśmy z Dzieckiem po niekończących się parkingach wokół. W końcu spytałem kierowniczki hotelu. Okazała się nią kadrowa z urzędu.

Tymczasem w graniczącym poduszką śnie A. niebieskie torby z ikei zjadały ludzi.

Piątek

Witamy się ostrożnie, przy użyciu płynów. Dż. od lutego pierwszy raz na mieście. Ja też odwykłem od widoku ludzi, codzienna jazda autobusem przyprawia mnie o dreszcze. Nowy Świat gęstnieje gwałtownie od ciepła.
Tylko jak za kimś tęsknisz, cokolwiek on znaczy.

Sobota

1.

Stara kobieta wyniosła krzesło za próg. Powtarza wymarły rytuał wyglądania na drodze tak jak jej matka i babka. Osiemdziesiąt lat jak właściciele zakościelnego domu odjechali, zostawiając za sobą puch z pierzyny. Jechali na południe albo na wschód: stąd są dwie drogi i jeszcze ta ścieżyna na cmentarz, którego właściwie nie ma.

Na plastikowym krzesełku wygląda czy nie powrócą. Czy się nie zatrzyma ktoś z rejestracją warszawską albo ukraińską. Ale nikt się nie zatrzymuje. Tylko duchy odczytują zwój mezuzy (Piaski).

2.

Wyżyna po południu jest przejrzyście piękna: pasy pól prowadzą prosto do nieba. Chłopcy od cesarzy śpią pośród maków. Chmiel niebożę lezie mozolnie na tyczki.

W tych okolicach ludzie czekają albo na kres czasów albo na zwycięstwo prezydenta D. Grzmi. Może jednak kres (Fajsławice-Łopiennik).

3.

Gołębi pisklak, który wypadł w burzy, umarł zawisając swoim szarym ciałem na krawędzi płotu. Myślałem, patrząc z daleka, że to ptasia mumia, ale był całkiem ciepły, spływały po nim i deszcz, i krew.

Odłożyłem go na ziemię: pogrzeb sprawią mu koty i sroki. Na górze ptasia matka zastygła nieruchomo w ptasiej piecie. Odwróciłem wzrok: pięknie żółto kwitła tojeść (Krasnystaw).

Niedziela

Duszność i burze. W pustym mieszkaniu na powrót cisza. Żółta roleta odrywa się od okna. Po dziwnej wiośnie pustka krótkich nocy.

Znalazłem list do siebie samego sprzed dwudziestu trzech lat. Czerwiec roku wielkiej powodzi. Za kilkadziesiąt lat spojrzę do tyłu i nie zobaczę nic. Będę płakał, bo (…) cały ten kochany świat [będzie daleki – przyp. Dz. U.] Obawiam się, że adresat nie zna nadawcy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s