Jan Grabowski, Na posterunku

wp-1592219188081.jpg

1.

Trwa kampania wyborcza. Kilka ostatnich dni. Poseł z Lublina, ach, czemu z Lublina?, twierdzi, że osoby LGBT nie są normalnymi ludźmi. Kandydat woła na wiecu, że LGBT to nie ludzie, to ideologia. Rządowa spłuczka, to jest telewizja, opowiada o żydowskich roszczeniach. Na Placu Bankowym zrywam kartkę: Szykujcie pokoje dla imigrantów muzułmańskich, bo Trzaskowski chce przyjąć tysiące tych nierobów.

Kiedy kilka lat temu władze po raz pierwszy rozpętały nagonkę na uchodźców, raz na zawsze wyleczyłem się z myślenia o wielkim wojennym ratowaniu przez Polaków.

2.

Grabowskiemu zarzuca się brak obiektywizmu i pochopne wyciąganie ogólnych wniosków.

Pierwszy zarzut oznacza ni mniej, ni więcej, że za obiektywne dzisiaj można uznać tylko to, co Polaków dowartościowuje, co wpisuje się w logikę mitu o Wielkim Drzewie, o najbardziej bohaterskim z narodów. Grabowski jest świadomym pedagogiem wstydu, przy czym nie traktuję tego określenia – wzorem prawicowych polityków – jako obelgi, ale jako wyraz uznania. Bez krytycznego podejścia do własnej historii, łatwo ulec zbyt wysokiemu o sobie mniemaniu. Stąd już niedaleko do powtórek, o czym świadczy choćby ta obecna brudna kampania, która ludzi na nowo uzdatnia do przemocy.

Co do wyciągania ogólnych wniosków ze skromnego materiału źródłowego, to należy sobie zdawać sprawę o jakich świadectwach mówimy. Grabowski opiera swoje tezy na głosach ludzi, którym – w większości – nie dane było świadczyć inaczej, w sposób zgodny z regułami krytyki źródeł, na głosach ludzi skazanych na śmierć i z ciemności wołających o sprawiedliwość. Niestety są to głosy, które uderzają w nasze dobre samopoczucie.

O wiele lepiej się czujemy, gdy płatni rządowi historycy w oparciu o dowody o niebo bardziej wątłe opowiadają o naszym bohaterstwie.

3.

Wybrałem ten fragment na zdjęciu, bo jest lakoniczny. To krótki zapis, urzędowe pismo wyprane z emocji – zabijanie nie podlega tu osądowi moralnemu, praca jak każda inna, tyle, że wykonują ją Polacy. Nie żadni bohaterowie, nie eksponaty z przerobionego Muzeum II Wojny Światowej, nie – Polacy polujący na Żydów.

U Grabowskiego tych opisów jest dużo. Niektóre ze środka Wyżyny, do którego zajeżdżamy w okolicach świąt, inne z Warszawy, tudzież z miast małych i dużych. Robi się od nich gęsia skórka.

Pewnie nie ma racji – ustawia mnie do pionu świeżo zamontowany aparat nowego reżymu. Otwieram twittera, przeglądam parę historii z ostatnich dni i już wiem, że autor nie kłamie.

1 Comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s