Mihail Sebastian, Od dwóch tysięcy lat

Moreni oil field old rare photo from 1920
Pola naftowe Moreni, lata 20., źródło: http://furcuta.blogspot.com. Moreni to – jak przypuszczam – książkowa Uioara

Podszywająca się pod dziennik proza czy też podszywający się pod prozę dziennik. Jakim sposobem nazwisko Mihaila Sebastiana nic mi nie mówiło? Jeśli nałogowe kupowanie i czytanie książek w czasie zarazy przypominało strzelanie do tarczy, to „Od dwóch tysięcy lat” znalazło się w jej samym środku. Odkrycie, zachwyt.

Ten dziennik-proza zaskakuje pod wieloma względami. Jego język jest klarowny, precyzyjny, czujny, pozbawiony psychologicznych dywagacji, tak charakterystycznych dla pisarstwa z dwudziestolecia międzywojennego. Nie ma w nim nic zbędnego.

Ta precyzja języka sprawia, że wycinam sobie całe frazy. Te zapożyczone zdania – jasne – jak to o mapie Europy (ucieczka z dowolnego miejsca jest możliwa, czytałem na plaży, naszej maleńkiej ucieczce) lub specyfice narodowej (w sztuce jest to najniższy wspólny mianownik, tego dnia w Ujazdowskim występuje Jan Pietrzak). Nawet scena miłosna przez światło opisu staje się bardziej sugestywna (nadal leżę na piasku, całym z tęsknoty).

Osobny, odrębny. Sebastian portretuje epokę. Nie potrafię odnaleźć klucza do postaci i miejsc (jedynym wyjątkiem jest Moreni – Uioara, owoc bezsennych poszukiwań rumuńskich pól naftowych), ale przeczuwam, że gdzieś wśród bohaterów kryją się wielcy Rumuni: Cioran i Eliade, zarażeni bakcylem faszyzmu. Jeszcze daleko do wojny, wybuchnie pięć lat po wydaniu książki, ale czytając kolejne strony, nabiera się pewności, że nadejdzie. Że nadejdzie Zagłada.

Szczerość części szóstej, zupełnie innej od reszty książki, części, w której wszystko dotychczasowe okazuje się ułudą. Więzi społeczne, przyjacielskie, koleżeńskie nikną nie tyle wobec więzi narodowych, ale pojawiającego się nagle upiora antysemityzmu (nagle? od dwóch tysięcy lat… – podpowie w gorącym monologu wyważony dotychczas bohater). Wyobrażam sobie jakiej odwagi te końcowe rozdziały wymagać musiały od piszącego. Ile obelg musiało się wylać, kiedy dziennik-prozę Sebastiana zaczęli czytać ci, którzy znali do niej klucz. (Co robili w Polsce w czasach nasilających się antysemickich ekscesów ówcześni luminarze z „Wiadomości Literackich”? Zmieniali stolik w kawiarni, opowiadali szmoncesy o chałaciarzach z Chełma?)

Dzisiejsi macherzy od historii Rumunii zapewne też się oburzają na pedagogikę wstydu autorstwa Mihaila Sebastiana. Gdyby opisywał Polskę, instytut od zmian pamięci przygotowałby teraz polemikę opowiadającą o harmonijnej polsko-żydowskiej historii od dwóch tysięcy lat. W naszych legendach wszystko wygląda inaczej, nasza wina jest malutkim grzeszkiem, nasza wielkość jest potężnym drzewem.

(tłum. Dominik Małecki)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s