Paul Kenyone, Ziemia dyktatorów

Dyktatorzy
Czapki, kompozycja własna na podstawie fotografii prasowych, 2020

Szukam nowego języka, żeby pisać o nowej Polsce, bo to już – przeczuwam – ten moment, kiedy możemy się uczyć z historii innych kontynentów. Podobne są nie tylko czapki, ale całe mechanizmy działania niby-państw, w których za nic sądy, trybunały, wybory, rady, tylko tępa propaganda nadaje ze szczekaczek.

Kiedy już obsadził najwyższe stanowiska swoimi ludźmi, przeprowadził mistrzowską akcję. Kazał swoim podwładnym odkopać akta personalne B. i zmienił w nich datę, aby upozorować fakt, że były prezydent oficjalnie odszedł na emeryturę dwadzieścia cztery godziny wcześniej niż w rzeczywistości. W pierwszej chwili mogło się wydawać, że to nic takiego: po prostu mocniejsze pociągnięcie długopisem, by przeinaczyć oryginał (…) Oznaczało to jednak, że wszystkie istotne zarządzenia B., wydane w ostatnim dniu urzędowania, w tym przekazanie władzy rządowi tymczasowemu, z punktu widzenia prawa są nieważne (s. 261).

Wiecie, co jest w tej historyjce straszne? To, że – w kraju niepublikowania wyroków trybunału konstytucyjnego, nocnego mianowania marionetkowych sędziów, drukowania bez podstawy prawnej 20 milionów kart wyborczych, propagandowych materiałów opluwających politycznych przeciwników – zupełnie mnie ona nie dziwi. Ba, wyobrażam sobie Prezesa jak każe, a jego pretorianie – dokonują czegoś właśnie takiego. W takim się miejscu na mapie znaleźliśmy.

Nie, że akurat pozostali Europejczycy są pozytywnymi bohaterami u Kenyone. Opływający w luksusach dyktatorzy – prócz niszczenia tych, których mają za wrogów i okradania własnego społeczeństwa – zajmowali się przecież kupnem nieruchomości w europejskich stolicach (można na dawny pałac Mobutu natrafić w brukselskim Uccle), wysyłaniem potomków do prywatnych szkół i uczelni (cóż robił Kaddafi junior w London School of Economics?) oraz zabawianiem się w ekskluzywnych klubach dla dżentelmenów.

Profesor Kukułka, twórca kukulszczyzny na miejscowym uniwersytecie, bardzo cenił afrykańskich dyktatorów. W jego fioletowym podręczniku – pisanym z pozycji antysyjonistycznego aparatczyka – walka narodowo-wyzwoleńcza zajmowała poczesne miejsce. Szanował Mobutu, szanował Kaddafiego: niewiele wiedział o świecie.

Z książki Kenyone i z obserwacji sytuacji we własnym kraju sam się nasuwa morał: walka o wolność nie jest żadną gwarancją tego, że ów walczący w krótkim czasie nie stanie się owej wolności przeciwnikiem. To też łączy te dwie czapki na zdjęciu.

(tłum. Joanna Gilewicz)

1 Comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s