Kroniki zarazy (26)

window-cour-de-rohan-1951.jpg!Large
Balthus, Widok z okna, Cour de Rohan, 1951, Centre Pompidou, źródło: wikiart.org

Niedziela 58

Znaki, których nie umiem odczytać: wrona rozdziobuje jaskółkę na parkingu. Nic więcej przez cały dzień, rytmiczne uderzanie dziobem.

Poniedziałek 59

W tym całym jadłospisie, który szykuję w zamknięciu któryś już dzień, między wyborem dań mięsnych, ciast i naleśników, bułeczkami bez drożdży a drożdżową pizzą, gulaszem na sposób węgierski a szakszuką (było już chyba wszystko, żeby się nie znudziło siedzenie w przedszkolo-baro-urzędzie) zabrakło czułości.

Wtorek 60

Nad ranem mróz. Udające ogród rośliny na balkonie w plastikowych chochołach zaglądają przez okno.

Życie na Nizinie (dostrzegasz po rzadkiej teraz podróży na Wyżynę) jest płaskie (nic z metafory, stwierdzenie geograficznych faktów).
Pozwalała mi żyć na niej myśl, że zawsze możesz wyjechać. Nie możesz, zamknięty w klatce nazywanej własnym krajem.

Dobrze, że piszę (zupełnie nie jestem epicki, krótkie formy messendżera i łotsapa całkowicie wystarczą).

Liczby rosną (przestali tłuc termometr): przestaję obserwować pandemię, przestaję – Polskę, w dziewiątym tygodniu zajmuję się już prawie wyłącznie sobą.

Środa 61

Od pierwszego wejrzenia, od pierwszego dnia pandemii, A. mówiła, że przypomina jej mojego kolegę-mormona, tego, co się okazał na ce-ha. Te zmęczone oczy ministra zdrowia.

Nawet jak na polskie, mocno zaniżone standardy moralności, historia z zakupem niecertyfikowanych (czytaj: bezużytecznych) maseczek – od kolegi brata (właściciela firmy-krzak, która powstała dzień przed obowiązkiem zapłaty faktury) – za publiczne pieniądze – w szczycie epidemii (kiedy ludzie zaczynają umierać, a więźniowie i anarchiści szyją maseczki), jest obrzydliwa. Koleś, który ma za sobą partię, ale przypadkiem odpowiada za to, żebyśmy przeżyli, kręci lody i kompletnie się tego nie wstydzi. Bo wie, że partia broni swoich funkcjonariuszy, cokolwiek by nie zrobili, chyba że ośmielą się krytykować genseka. Bo ma podkrążone oczy. Bo jest bożogrobcem, kawalerem maltańskim czy jakimś innym wzorcowym katolikiem.

Nie mówcie, że przesadzam w swoich afrykańskich metaforach.

Czwartek 62

Także odmrażanie rzeczywistości (epidemia jakoby się skończyła, zdecydowała władza) wykorzystuje się do narzucania kontroli społecznej. Przy jednym stoliku może przebywać rodzina lub osoby pozostające we wspólnym gospodarstwie domowym – decyduje władza w kraju, w który ludzie nie ufają sobie. Przyjaźń jest na cenzurowanym. Rozmawiając można zacząć narzekać na najwspanialszy z krajów. Pójście do restauracji z przyjaciółmi od teraz będzie nielegalnym spiskowaniem.

Szykujcie tabliczki z napisem „jesteśmy wspólnym gospodarstwem domowym” jeśli przychodzicie w towarzystwie i chcecie razem usiąść – dobrze radzi jedna z restauracji, w której dobre rzeczy.

(Przypis: przepisy w innych krajach po prostu limitują liczbę możliwych przyjaciół. Na przykład Belgowie uznali, że przeciętny człowiek ma ich dziesięciu; liczba zbliżona do liczby Dunbara).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s