Kroniki zarazy (20)

Niedziela

Odkrycia czasu zarazy

Przepis na naleśniki, który był z nami od dziesięciu lat, przewidywał dwie i pół szklanki. Nigdy nie było czasu pomyśleć, czy to naprawdę dwadzieścia deka. Aż utknęliśmy w domu i z nudów zaczęliśmy liczyć. Teraz ładnie pachną i są takie chrupiące.

Podobnie odkryliśmy w naszym piekarniku grill. A także sklep mięsny przy drodze do przedszkola (ten, w którym się myśli o Lilù). Oczywiście nie jest to rachunek różniczkowy, te nasze odkrycia, te nasze osiągnięcia. Bardzo to wszystko uporczywie przyziemne, same fundamenty piramidy Maslowa.

Poniedziałek 46

Siódmy tydzień, żaba i Wenus

Siódmy tydzień jest lepszy. Spotkanie – w niedzielny wieczór – zmienia go na taki. Potrzeba ludzi okazuje się być potrzebą najpilniejszą. Zaraz po niej jest potrzeba myślenia, na to jeszcze przyjdzie czas.

(Nawet, żeby pisać potrzebuję Innych).

wp-15881634048514152397429614159788.jpg
Popołudnie spędzamy w ogrodzie

Popołudnie spędzamy w ogrodzie. Ogród jest bardzo daleko, za lasem. Każdy ogląda to, co lubi – do wyboru są kwitnące magnolie, leśne ścieżki i żaba pod liściem. Dla potrzeb haiku najładniejszy nieruchomy płaz.

Ze śródziemnomorskich ścieżek i plaż przywoziłem wyobrażenia Wenus (por. Afrodyta Pandemia). Może była jedna, może było ich wiele. Teraz zamknięty pod zachodnim niebem, obserwuję jak jasna naga błyszczy pod Księżycem. Morze Śródziemne stało się równie odległe jak owa planeta.

Wtorek 47

Dziecko obraziło się za to, że zarzuciliśmy mu, że się obraża.

Rozpad, który stawia opór i niemal scala się ponownie od wewnątrz, jakby na mocy genialnego wirusa, który może się zalęgnąć jedynie pośród ruin.. Nie wiem, czy takiego wirusa możemy nazwać melancholią, nostalgią albo czymś innym (Eugenio Montale, we „Wspaniałościach Rzymu”, s. 148).

Środa 48

Kubuś Puchatek w czterdziestym ósmym dniu kwarantanny

– Jak się masz Prosiaczku?
– Chu.owo

Nadużywam dzisiaj tego słowa na ce-ha. Wcale nie lepiej (spłaszczyć krzywą – z dziwnego słownika dziwnego czasu), ale ludzie luźniej. Odchylają maseczki jakby magicznym zaklęciem zaraza ustąpiła. Była niewidoczna jak siedzieliśmy w domach, jest niewidoczna jak wyszliśmy, ale jest – jak powietrze.

Ulgę, która nadchodzi z majem, zapowiadają rządzący. Ten frasobliwy doktor-minister o przemęczonym wyglądzie, ten, któremu ufają ludzie (w przeciwieństwie do innych lekarzy, których zaczynają wyganiać ze sklepów i wytykać palcami) wraz z Busterem Keatonem, który nie unosi nawet brwi, gdy zapowiada

Koniec zarazy, wielkie otwarcie, Panie i Panowie, hotele, żłobki, galerie handlowe, muzea, przedszkola (byle nie granice, Panie i Panowie: nie ma stąd ucieczki, tu jest nasza ojczyzna [1]). Wielkie otwarcie, najniższe ceny, po taniości rozum, chodźcie wszyscy, kaszlcie, razem dla naszej ojczyzny, największego drzewa. Wiecie, kogo wybrać? Tego, co pokonał zarazę (na intensywnej terapii widzimy się dopiero po dziesiątym!)

 

Przypis:
[1] por. dowcip o owsikach

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s