Dziennik. Nieczytanki, niepisanki

http://art-vangogh.com/
Vincent van Gogh, Chłop palący badyle, październik 1883, kol. pryw., źródło: http://art-vangogh.com/early_paintings.html

*

małe radości polityczne: senat, sześcioro w sejmie (na których zawsze głosowałem i się nie udawało, a jak nie głosowałem to się dostali), schadenfreude wobec karczewskiego.

sen numer jeden: ten dom jak z romanówki, znajomi z różnych epok, biskup, który chce zadusić po kryjomu mojego kolegę.

spełniająca się czarna przepowiednia nadmorskich nizin: wenecja pod wodą.

sen numer dwa: drwale przyjechali na naszym parkingu wyciąć drzewa. przez sen płaczę nad sikorkami.

*

chociaż nie rozpadł się na kawałki (nawet ryski na nim nie ma) jak zwierciadło od kaja, rozbicie telefonu kazało postawić sobie pytania graniczne: co zrobiłeś ze swoim życiem? (zawsze dramatycznie) co zrobiłeś? goniłeś chimery? ano, goniłem. kolejne urodziny, a ty gonisz w poszukiwaniu pierwszego śniegu (podróż do łodzi tylko napędza nostalgię).

do łodzi

w łodzi szuraliśmy butami w liściach. listopad tego roku był niepokojąco ciepły. oglądaliśmy kwartały z okna wieżowca.

zakątek urody – na dole.

do konstantynowa tory w badylach. ich podłużna melancholia udziela się zwłaszcza, że zaraz będzie pięknie zachodzić i kolor nieba jak u flamandzkich mistrzów.

po piotrkowskiej jak w styczniu.

dwa kolorowe koła kręciły się prawie obok siebie. na jednym z nich na czubku szepnęła H. zaraz spadniemy, światło zrobiło się fioletowe. nie spadliśmy, czy śmierć boli spytał ninja.

sushi w manufakturze: tam wypadł, upadł, rozbił się. i pączki tylko z kremem kokosowym.

nowosolna – wiem, bo czytałem dänikena – to jest symbol solarny widziany dobrze z kosmosu (jak nazca, czy to przypadek, że też na n?)

jak podają źródła (por. tutaj): od rogowa jarosław wysiadał w lipinach (z drugiej strony lasu, w którym jesteśmy, sto lat temu) i na piechotę szedł do byszewów (dziś napotkałby a jeden, która wpełzła w krajobraz).

*

może nie nadawał się na katolickiego biskupa, ale już jako symbol oddania się ziemskim pożądaniom i pokusom, korzystania z ogrodu ziemskich rozkoszy. wieczny bachant, półludzki pan. uwodził w nim ten pogański rys (tutaj). jak jarosław. znowu piszę epitafia dla potępianych.

gruziński koniak znalazłem w regale (ma dwanaście lat, prawie mniej niż M.)

*

Adrian!

*

Stado mew krąży nad wyimaginowanym morzem. Wyimaginowanym czytelnikom próbuję opowiadać jak rozstałem się z mrzonkami.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s