Dziennik znad Zatoki Fińskiej

20190930_142028

Z góry

Była to nizina, ale nadzwyczaj ładna. Wszelka regularność była jej obca. Kształt jezior, wysp, zielono-żółte* języki lasów, tu i ówdzie rozrzucone zagrody. Nawet chmury były inne. Szare sklepienie wspierało się na koronkowej kolumnadzie.

(*) Brzezina i olszyna

20190930_172223

Spacer pierwszy

Syreny rozległy się kiedy fotografował syrenkę. Zaszumiał zielony tramwaj. Przy porcie targ, na którym spodziewał się ryb, a sprzedawali grzyby. Tyle szukał na Hali Mirowskiej wronich uszu** ze swojego dzieciństwa a odnalazł je tutaj po drugiej stronie morza.

Miasto okazało się zupełnie pozbawione patosu. Mannerheim pilnuje konno ulicy swojego imienia. Za to starsza pani pod pomnikiem Aleksandra robi na drutach szalik. Przemijają bowiem carstwa, przemijają tyranie, a nadciąga długa, zimna noc.

W miejskim muzeum dział fotografii. Można przyjść i pogrzebać w cyfrowych negatywach. Patrzą na nas białymi oczami w mundurach i staromodnych sukniach. Przeszłość wywołują na miejscu za niewielką opłatą.

To, co w fińskiej architekturze stało się później, jej minimalizm, projekty przypominające haiku, musiało być odreagowaniem secesji. Nie ma ona w sobie tutaj nic z wiedeńskiej lekkości i finezji, nawet jej brukselska wersja wydaje się, w porównaniu, delikatna. Secesja z Helsinek jest grubo ciosana i bajkowa. Mieszczańskie kamienice wykańczane basztami i wieżycami, na ich podwórza prowadzą ostre łuki kamiennych bram. Wieczorne słońce żółci je, czyniąc jeszcze bardziej nierealnymi.

Czasem w bocznej uliczce drewniane domki: obrazek z guberni na wielkiej mapie imperium.

(**) Craterellus cornucopioides

Spacer drugi

Nie wierzę fotografiom. Używam ich jako notatek do zapisywania wrażeń. Naga postać na gzymsie, wystawa sklepu, ścieg cegieł, mokre światło. Słońce wstaje później, całą noc padało. Wilgoć nie opuszcza nadmorskich uliczek, pną się pod górę, na kamienne wzgórza, z których widać horyzont. Gdzieś tam jesteśmy (albo nas nie ma).

Mógłbym tu zostać – niewielu miastom to mówię.

Cała moja wiedza o zbieraniu kasztanów nie przydaje się za bardzo w Helsinkach. Na przedszkolnym placu zabaw leży ich pełno w łupinkach i bez, dzieci wolą o poranku taplać się w wielkiej kałuży. Mają specjalne rowerki do błota.

Brak kotów w nadmorskim mieście zdumiewa. Za to psy trzyma się parami (o czym świadczą ich spacery, nie mój).

Z przewodnika po dziwnych miejscach Helsinek (do nabycia w sklepiku muzealnym) można się dowiedzieć, że żaden zeppelin nie zawitał dotąd na dworzec zeppelinów. Jest tam podniebny bar z poczekalnią, ale nie ma pewności czy w końcu przyleci.

Z dołu

Melancholia tutaj jest inna niż na Południu. Inna jest też śmierć. A spróbuj upić się tu i rano dopadnie cię kac jak świat – pisze W. Chyba, że nie ma rana – odpowiadam zgodnie z zimową prawdą.

Listopad jest najokropniejszym miesiącem – mówi Too-tiki. Potem wracamy do rozmowy o globalnej katastrofie.

Muzeum Narodowe

Samo pojęcie narodowe – bywa – czyni instytucje nieznośnymi. Spodziewasz się tego także tutaj, w muzeum, które ma opowiedzieć całą fińską historię (niezbyt długą, bo najpierw lądolód): narodowe nie jest muzeum sztuki. Hałas szkolnych wycieczek. Prehistoria.

Odwracam się i wtedy wzrok pada w głąb. Czaszki w zatoce, wyciągnięte z błota na początku ubiegłego wieku.

To piekło jak z sycylijskich kościołów. Anioły grają kolędę na koniec, Pan na tronie bardzo zadowolony. Tutaj pewno smażą naturystów-papistów. Wielkie muchy łażą im po plecach. Zaskakuje mnie wyobraźnia ówczesnych luteran.

Znowu nie ma patosu, jest zwyczajne życie, opowiadane w kolejnych salach, zmiana perspektywy. Gdzieś może trwają wojny, ale tutaj trzeba upolować wydry, zjeść kolację, pobawić się lalką i zatańczyć na balu.

Dobry car Aleksander (tron Aleksandra w muzealnej sali, jego pomnik na centralnym placu, ulica Aleksandryjska, jedna z głównych w mieście).

20191001_150233

Decydujące walki wojny domowej miały miejsce w Tampere w marcu i kwietniu 1918 roku. Biali oblegali i zdobyli miasto. Także dzieci znalazły się w środku operacji wojskowych. Po stronie czerwonych walczyli dziecięcy żołnierze. W trakcie oblężenia Tampere jedenastoletnia Saara Nurmi uszyła lalkę. (Ten sposób opowiadania historii bliski był twórcom Muzeum II Wojny Światowej, za to zupełnie nierozumiany jest przez dzisiejszych ideologów).

Państwo trwa, jeśli są: śpiochy dla dzieci, sukienki Marimekko, filiżanki na kawę (bardzo dużo kawy, kawa pomaga przeżyć zimę), warząchwie potrzebne w saunie.

To muzeum pozwala uświadomić sobie nieuchronną porażkę polskiego sposobu myślenia o historii, które dostrzega w niej wszystko, byle nie życie, a może i porażkę samego sposobu życia.

Spacer trzeci

Nocą znowu pada. Idę wzdłuż lśniących od deszczu torów tramwajowych. Grynszpanowe czubki kościoła świętego Jana wyrastają nad kamienicami. Wokół kościoła (otwarte od 10) krąży pani z parą piesków. Podobny kościół, też Jana, jest w P., wyłania się nagle zza lasu, kiedy jedzie się od strony Lublina, zupełnie nieproporcjonalny w stosunku do całego krajobrazu (w P. dzieje się musical „Jentł”: Amerykanie sfilmowali P. jako południowe, kontrreformacyjne miasto. Tutaj na Północy neogotyk jest protestancki).

Muzyka helsińskich dzwonów jest nieznajoma, melodia nie pasuje do żadnego kościoła ani ratusza. Z porannej mszy wysypują się ludzie. Kiedy zaglądam do białego wnętrza (melodia nie ustaje), wychodzi pani ksiądz.

Opisuję kościoły: ten jest w szczerej skale, po której mimo zakazów wspinają się dzieci. Najładniej wygląda z nieba, ale ciężko tam trafić.

[W Finlandii] około roku 1910, paleta kolorów była zawężona do kolorów tęczy (…) żadnych ciemnych tonów.

20191002_140127

Starałem się o niej nie myśleć, ale wciąż powracała. Przeczuwając, że czas wszystko zabiera, przezornie wolała się nie odzywać***.

(***) Thyra Elisabeth Thesleff ma dwanaście lat. Przed nią dwa małżeństwa, po pierwszym, w wieku dwudziestu ośmiu lat zostanie wdową. Dochowa się czterech córek. Umrze pięć lat po siostrze malarce (źródło: tutaj).

Powrót

W pewnym momencie poczułem się zmęczony. Telefon przestał dzwonić. Postanowiłem powrócić. Nie patrzyłem więcej na miasto, podbiegłem do pociągu.

Na lotnisku przedziwne ludy i języki. Zmęczeni mężczyźni z małymi plecaczkami o oliwkowej skórze, gdzieś jakieś zagubione plemiona, które ktoś nagle uniósł w powietrze i przeniósł między kontynentami. Smutek ich oczu.

Prosi, czy mógłbym się odsunąć. Wpycha do okna gumową świnkę i aparat. Zawsze ją fotografuję, wyjaśnia, dostałam od przyjaciółki. Pod nami już morze.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s