Cezary Łazarewicz, 1939. Wojna? Jaka wojna?, Czerwone i Czarne 2019

DnUDSmKW4AATZVs

Wiem, wiem, obiecywałem sobie, że o roku trzydziestym dziewiątym nie będę więcej czytał (tutaj), ale Cezary Łazarewicz skusił mnie swoją metodą: obfitym cytowaniem dzienników, prasy i pamiętników. Co do ich wyboru można oczywiście mieć wątpliwości (niewiele np. jest wypowiedzi pisarzy, Jarosława w ogóle, a jego opis ostatniej przedwojennej imprezy literatów pasowałby tutaj wyjątkowo), podobnie jak uwierają błędy redakcyjne (dwa razy powtórzenia fragmentów!)

Niemniej „1939. Wojna? Jaka wojna?” jest pierwszorzędnym świadectwem polskiej megalomanii, która – mimo upływu lat i, zdawałoby się, nabierania zbiorowego doświadczenia – utrzymuje się na stałym wysokim poziomie. Polacy nie zmieniają się zauważa już we wstępie autor: jedno, co pozostaje w nas (…) niezmienne, to nierealistyczne poczucie własnej pozycji w Europie i świecie. Przekonanie, że to my rozgrywamy Europę, a nie Europa nas, i że muszą się z nami liczyć (s. 12).

I jeśli kiedykolwiek przyjdzie nam się podśmiewywać z kolejnych ofensyw dyplomatycznych opisywanych przez rządową propagandę: błagających o azyl tysięcy Szwedów, niezachwianego sojuszu z niezrównoważonym prezydentem mocarstwa zza oceanu, moralnych szarży w Brukseli (27 do 1), to pamiętajmy, że w marcu 1939 roku, sanacyjny ambasador w Paryżu wydał książkę „Polska jest mocarstwem”. Autor dowodzi – opisuje Łazarewicz – że powoli stajemy się najważniejszym graczem w Europie, potęgą, z którą muszą się liczyć nie tylko europejskie średniaki, ale i najwięksi (s. 90). Sześć miesięcy po publikacji tchórzliwe władze będą przeciskały się limuzynami przez graniczny most, pozostawiając za sobą rozbite państwo.

Dwa miesiące wcześniej publicysta gazety „ABC”, której duchowi spadkobiercy założyli teraz koszulki z prawem wilka i jedenastego listopada odpalają race (a rząd negocjuje z nimi szczegóły porozumienia), pisał: Niemcy są na najlepszej drodze do załatwienia sprawy żydowskiej, Polska wciąż ma swoje 4 miliony Żydów, których jeszcze nie zaczęła na serio likwidować (s. 37). Są takie zdania, dla których historia nigdy nie znajdzie usprawiedliwienia.

1 Comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s