Marcin Napiórkowski, Turbopatriotyzm, Czarne 2019

Bronis³aw Komorowski

(Akcja „Orzeł może”, 2 maja 2013 roku, źródło: fakt.pl)

Zaczyna się od czekoladowego orła:

Były prezydent: Orzeł był śliczny.
Redakcja: Był z czekolady…
– Uważam, że orzeł z czekolady jest lepszy niż orzeł ze styropianu czy z żelbetonu. Dlaczego nie przeszkadza orzeł wydłubany w gipsie, a przeszkadza z czekolady?
– Bo w grę wchodzi zjadanie godła?
– Dlaczego to ma być czyn niepatriotyczny? Czy jak się zjada św. Mikołaja z czekolady, to jest to świętokradztwo?

(wywiad Jarosława Kuisza i Łukasza Pawłowskiego z Bronisławem Komorowskim, „Kultura Liberalna”, nr 457, 10.10.2017)

Marcin Napiórkowski nie myli się. Naprawdę zaczęło się od czekoladowego orła, cała dyskusja o stuleciu odzyskania niepodległości była dyskusją o tym jak świętować nie popadając w śmieszność tamtych prezydenckich obchodów.

„Powstanie umarłych” to była doskonale napisana książka o polityce pamięci. I prawdę powiedziawszy podobnej, to znaczy opartej o krytykę źródeł, spodziewałem się teraz. Niestety choć „Turbopatriotyzm” jest błyskotliwy – część obserwacji daje świetne instrumentarium do analizowania polskiej polityki – napisany jest strasznie pobieżnie. I uwierzcie, w tym wypadku naprawdę wiem o czym mówię.

Dajmy na to rozdział o wspomnianych obchodach stulecia, w którym autor analizuje nazwy projektów, zajmuje się grantozą, ale nie zadaje sobie trudu przejrzenia niemałej ilości dokumentów źródłowych, poprzestając na poziomie publicystyki (nawet nie sięga do odpowiedzi na interpelacje, zatrzymując się na średnio udanym komunikacie ze strony). Tymczasem gdyby pogrzebał, dotarłby do pasjonujących badań OBOP i do rządowego dokumentu, który jest manifestem świadomego softpatriotyzmu w czasach turbopatriotyzmu. A jest taki, bo stoją za nim urzędnicy, którzy o państwie myślą nieco inaczej niż uczestnicy marszu niepodległości i swoich wzorów szukali choćby w Finlandii. Tego nie dało się zepsuć do końca.

Podobnie zresztą wydaje się, że autor wierzy, iż ministrowie sami są autorami swoich własnych przemówień. Traktując je wybiórczo, łatwo nie dostrzec pewnej linii myślenia ghost-writerów. Tymczasem ważne powinno być nie tylko to, co w owych tekstach jest, ale też to, co owe teksty pomijają. Może nie czynią tego konsekwentnie, ale jednak.

Równie po łebkach Marcin Napiórkowski opisuje politykę muzealną, opierając się głównie na wypowiedziach ministrów i stenogramie komisji sejmowej. Brakuje więc chociażby analizy dyskursu o sprawiedliwych w polskiej polityce pamięci i jego wyrazu w postaci Muzeum Ulmów czy zapowiedziach Muzeum Getta. Opisując kwestię rekonstrukcji historycznych autor „Turbopatriotyzmu” sięga do prasy, a nie zagląda do łódzkich badań (dostępnych na stronie Narodowego Centrum Kultury) najpełniej analizujących (w tym liczbowo) to zjawisko.

Zamykam książkę jako czytelnik nieco rozczarowany i zawiedziony. Przyglądam się zdjęciom z czekoladowym orłem: po latach narkatolickich rządów, nadal żenujące.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s