Pewnego razu… w Hollywood

once_upon_a_time_in_hollywood_Movie_HD_Posters_and_Stills_3.0

(źródło: polygon.com)

Środa. Tarantino

(Spojler) Tamta sierpniowa – najcieplejsza w całym lecie sześćdziesiątego dziewiątego – noc mogłaby wyglądać tak jak chce Tarantino. Jednak oglądając widowiskowy hepi-end, cały czas ma się gdzieś z tyłu głowy poczucie, że było inaczej. To nie był film i Sharon Tate nie przyjmuje o świcie gości. Właściwie wyobrażaliśmy sobie tę scenę już kilka razy i byliśmy przygotowani na tę śmierć, która się nie zdarzyła. Recenzenci, którzy cenią patos, mogliby zapisać: „Pewnego razu… w Hollywood” to hołd dla Sharon Tate. Wszyscy dokoła, w tym Polański, zepchnięci są przez Tarantino na margines. Liczy się tylko ona. (Świeżo po lekturze „Ludzkich potworów” przyglądam się na ekranie Wzgórzom Hollywood i krętej – zupełnie inaczej sobie ją wyobrażałem – Cielo Drive).

547cef6924c84aa2402dbbcf30ae444f

(Julian Wasser, Roman Polański po zabójstwie Sharon Tate, 1969, źródło: pinterest.com; por. też tutaj)

Momentami filmowi brakowało dynamiki. O ile u Almodóvara takie tempo fabuły było uzasadnione, tutaj wydawało się rozwlekłe, zwłaszcza wątki kowbojskie, obszerne fragmenty filmów z udziałem Ricka Daltona.

Wyszliśmy z kina w pałacu w sierpniową, ciepłą noc. Polubiłam Brada Pitta – powiedziała A. Poszliśmy na tramwaj i pojechaliśmy na ogromniaste amerykańskie hamburgery. Koło jedenastej nadciągnęła burza.

(4,0/4,0)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s