
(Ernst Ludwig Kirchner, Autoportret (studio w Berlinie-Friedenau),
1913-1915, źródło: artdone.wordpress.com)
Spaceruje
Powoli powracał mu dar dostrzegania szczegółów. Zostawili Dziecko na Wyżynie i spacerowali jak kiedyś, w czasach przed chwalebnym sierpniem. Nad chodnikiem wisiały łańcuchy żarówek. Domy miały zapachy a ludzie kształty. Pełno wróbli buszowało w kawiarni.
Tęskni
Piękne dostawał zdjęcia z wysokich traw. Tęsknił za nimi i za niskimi górami, które kiedyś odwiedzał niemal w każde lato. Nie wiedział za kim, za czym bardziej.
Je ciasto
– Poproszę mulatkę – powiedział do pani na słonecznym placu w Pobożnie, a ona podała mu ciasto, które kiedyś nazywano cyckami murzynki (tutaj, na wschód, poprawność polityczna docierała jedynie częściowo). Wróciła mu ochota na instagrama.
Przygląda się na Wyżynie
Ptaki śpiewają koło Ikei. Dalej jest już Wyżyna i w jej środku skryta Dolina Ciemięgi. Ciemnieje: od tych dwóch wzgórz jeszcze jasnych nie potrafi oderwać wzroku.
Nie może zasnąć
Wszystko jest niedokończone – myśli długo w nocy w pokoju, który kiedyś był jego. Potem śni mu się koniec świata.
Odpoczywa w Garwolinie
Podano dwa makaroniki. Kolorowe jak wszystko co się działo dokoła, jak na amerykańskich kodachromach. Dziewczęta tłoczyły się przy stojakach do zamawiania, otyła różowa kobieta otwierała drzwi, wbiegły za nią córki bliźniaczki.
Idzie do barbera
Fotel opuścił się a on znalazł się w pozycji horyzontalnej. Ktoś najpierw położył mu na twarzy ciepły czarny ręcznik, a następnie wyjął brzytwę. Marność nad marnościami – pomyślał. (Jak niedaleko próżność od marności?)
Rozstaje się z myślami
Kiedyś musiało to nastąpić. Zarchiwizował fantazje.
Obchodzi rocznicę
O niebo więcej wszędzie Gombrowicza niż Stachury: należałoby umierać w niezajętych datach. (Wieczorem galeria handlowa: w jednym sklepie widział – obok „Pucia” – na półce dla dzieci „Zbrodnię i karę”, w innym winylową płytę Dody).
Odwiedza inną kawiarnię
Takie piękne ranne światło w kawiarni skąd odjeżdżają stada pospiesznych solarisów. Martwa natura z obwarzankiem i jeszcze żywym nim.
Zastanawia się nad losem
Ominęła go planetoida, ale już korek w drodze z Warszawy – nie. (35 stopni na Grenlandii).
