Andrzej Dybczak, Pan wszystkich krów, Nisza 2017

artur_pastor-mar_-nosso-6

(Artur Pastor, Portret rybaka, Nazaré, [1954-1957], z albumu „Mar Nosso”, źródło: https://fasciniodafotografia.wordpress.com;

Próżno w „Panie wszystkich krów” szukać opowiadania o rybakach (jest o robotnikach rozładowujących ryby z trawlerów), niemniej kiedy myślę o bohaterach prozy Dybczaka, zaraz stają mi przed oczami albo rybacy o skórze zmęczonej od słonej wody albo bieszczadzcy węglarze.

„Mar Nosso” Artura Pastora jest przewodnikiem po bliskiej mi części Portugalii, a równocześnie świadectwem tego, co już na zawsze minęło: małych rybackich społeczności, którymi kierował któryś ze świętych, Pedro, Joao lub Antonio. Na zdjęciach jest wzorzec autentyczności, tego, czego poszukuje się w dawnych wioskach, obecnie tłocznych turystycznych miasteczkach.)

Skarżyłem się na Mirandę July, że jej opowiadania zupełnie nie są unisex. Dla odmiany kolejna książka (zamówiona po odkryciu oficyny „Nisza”) wpisuje się w tradycję męskiej prozy. Twardy bohater – ale jednak stojący z boku, inny od tłumu – podejmuje się ciężkiej fizycznej pracy, także by sprawdzić samego siebie. Znamy takich: Stachura, Stasiuk.

Znowu w każdym opowiadaniu pierwszoosobowy narrator jest tą samą osobą (stąd podejrzenie o jego autobiograficzność, które potwierdza okładka: pisze tylko o tym, co widział na własne oczy i co poczuł na własnej skórze), ale w przeciwieństwie do neurotyczki Mirandy July, ten  mężczyzna – którym nigdy nie byłem – jest mi bliski. W świecie, w którym praca jest towarem albo zasobem, Dybczak pokazuje jej ludzką wartość (miałem nawet napisać piękno, ale czy pot, przekleństwa i powyginane ręce można opisywać jako piękno?)

Idzie na ubój – stwierdziła gospodyni, równocześnie podejmując decyzję i wracając do dojenia (s. 151).

W środku tego zbioru znajduje się „Gopala”, rzecz wyjątkowa, w której narrator odsuwa się nieco, aby pozwolić przemówić tym, których nikt nie wysłuchał: krowom. Mimo, że są to – tak byśmy je określili – szczęśliwe, łąkowe krowy mleczne, opowiadają nam, za pośrednictwem autora, historię krowiego cierpienia, krowich uczuć i prób krowiej wolności, których nie dostrzegają zarówno gospodarze, jak i my, oddaleni od beskidzkich pastwisk, konsumenci nabiału. Tego wieczoru w lidlu nie potrafię zmusić się, by wyjąć z lodówki jakiś kawałek mięsa. Dybczakowi, jak widać, udaje się to, o czym pisał Baratay (tutaj): skierowanie uwagi na zwierzęcy punkt widzenia. 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s