Anda Rottenberg, Berlińska depresja. Dziennik, Krytyka Polityczna 2018

P1160674_400x400
(Mosiężne, kwadratowe Stolpersteine, 2013)

Tym, co autora bloga łączy z autorką dziennika jest pewien wycinek żywopłotu, w który wpatruję się czasem w soboty. Fragment ulicy Białej, gdzie bywają miejsca parkingowe w zatłoczone dni pod halą, i który zamieszkują liczne wróble lub mazurki. Anda Rottenberg obserwuje ptaki. Autor bloga też (codziennie w drodze do przedszkola).

Obserwuję rok z życia Andy Rottenberg. Dzienniki i listy budują zwykle jakąś więź z czytelnikiem. Tu tego nie ma. Obserwacja to najlepsze słowo. Jest rok dwa tysiące piętnasty, dochodzi do zmiany władzy a Anda Rottenberg należy do kulturalnej elity, która teraz bądź chodzi na demonstracje w obronie państwa, bądź wyznaje publicznie, że byliśmy głupi. Kolejne zapisy pokazują jak bardzo nieoczekiwana jest to zmiana, jaki przełom mentalny następuje w Polsce (do autorytaryzmu przyzwyczajamy się powoli, wiadomości najpierw szokujące, po kilku miesiącach stają się oczywiste. To, że nie ma już Trybunału Konstytucyjnego dziś traktujemy jako stan normalny).

To nie jest dziennik, którym pokolenia będą się zaczytywać, niemniej jest świadectwem owego pęknięcia z jesieni sprzed trzech lat i ogromnego zaskoczenia, jakie się z nim wiązało.

Nic bardziej mylącego niż tytuł, na który się skusiłem. Bardzo niewiele Berlina jest w tym dzienniku. Wycinek dzielnicy, który można łatwo obserwować. (Co mnie osobiście zadziwia to krytyczna opinia Andy Rottenberg wobec niemieckich rozliczeń z przeszłością).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s