Dziennik pisany w kwietniu (odc. 3)


(Droga na Rury, 1959, źródło: pinterest.com; Mapa lessów i przyszłe kwitnące elesemy)

21. Cosobotniość – myślę sobie, piszę sobie – to taka ulepszona wersja codzienności. Że wiesz czego się spodziewasz, jak wygląda poranna mapa: kawa, drób, tulipany. Nie dajesz się zaskakiwać światu nawet raz na tydzień.

22. Dobry Pasterz – mówi ksiądz do dzieci, Dziecko śpi – nie tylko wie jak masz na imię i na nazwisko, ale też jak się czujesz, co robisz, czy jesteś smutny.Zupełnie jak Zuckerberg – wyrywa mi się cichutko.

23. Zbiera się na burzę. Dziecko siada przed balkonowym oknem i obserwuje błyski. Samoloty uciekają z nieba. Kwitną bzy tak wcześnie.

24. Ambasadorowie zajmują chodniki, ledwo co się między Maltą a Malezją mogę dopchać do kawy, a tu już zajeżdża drogę Angola, trąbi Korea. Negus negesti przyjechał obwieszczają dzwony Józefa Oblubieńca. Ach nie, to tylko jego federalno-demokratyczno-republikański potomek.

25. Mapa lessów ciągnie się od Państwa Środka po cypel mojej Wyżyny. Są to utwory trwalsze od państw, ale mniej trwałe od kontynentów. Do dziś nie pomyślałem nawet, że można przywiązywać się do gleb albo skał, ale patrząc na tę mapę poczułem, że może moja ojczyzna to ta duża żółta plama.

(Pewnej zimy glinka osiadła na wsi. Pomiędzy wiśniami i gruszami pod cienkim lodem falowały wydmy. Kiedy wróciliśmy wiosną, wszystko to zniknęło: było dokładnie jak u Tove Jansson. Zima rządziła się na Wyżynie własnymi prawami, o których wiosną nikt nie potrafił dokładnie wyjaśnić).

26. Kolejny sposób definiowania siebie odnajduję w artykule o przestawianiu krzeseł („Science Advances”, vol. 4, nr 4, 2018): ludzie z pszenicy, działający w pojedynkę i ludzie z ryżu, często wchodzący w interakcje. Są jednak rzeczy, które umykają statystykom. Lepiej opisuje to M., mówiąc o sobie – a przypadkiem również o mnie.

Lubię ludzi, ale w małych ilościach. (Za to bardzo).

27. Tak jak zginęli, pozostali. Jeszcze w garnku kasza i rybie ości. Próbowali uciekać co prawda, ale szanse żadne. Piętnaście wieków czekali na swoją Antygonę z pędzelkiem. Żyli jakby ich nigdy nie było. Żadnych wieńców od wnuków i nagrobnych lampek. Nie było nikogo potem, tylko ziemia i morze. A jeśli człowiekowi z Tollund epitafium napisał Seamus-noblista, to ci niepogrzebani z Sandby borg zasługują na coś więcej niż tylko artykuł („Antiquity”, vol. 92, nr 362, 2018).

28. Łamanie postanowień. Przeczytałem wywiad z panem Henrykiem Hoserem na temat protestu niepełnosprawnych w sejmie. I pewny jestem jednego: jeśli piekło istnieje (tego akurat nie jest pewny), obradować w nim będzie Konferencja Episkopatu Polski.

29. To najcieplejszy kwiecień w naszym życiu – potwierdzam boso po trawie w ogrodzie. Zdanie powyższe kryje w sobie sporo nietrwałości, podobnie jak komunikaty prasowe o śmierci najstarszych ludzi na świecie.

30. W pustym mieście zachodzę do pełnej kawiarni, za barem N. – Nie ma mnie już tu od roku – mówi, jak ten czas leci. (Ostatni tydzień spędziliśmy z W. nad przypominaniem sobie I., która zniknęła zza lady jeszcze wcześniej).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s