
(Muzeum Zabawek i Zabawy, Kielce, źródło: a.b.)
Pięć
Słuchaj, bo jest tylko pięć miejsc – referuję przejęty. – Pięć miejsc dla najbliższych osób, z czego zajmujemy sobie po jednym, więc zostają cztery – streszczam właśnie dla A. fragmenty o przyjaźni z Dunbara. Bardzo chcę jechać, nawet jutro pójdziemy do Biedronki w kinie „Femina”, choć się zarzekałem, ale przecież są rzeczy ważniejsze. Pięć miejsc.
Z podróży. Miasto
Kielc sobie nigdy nie wyobrażałem. Przy ulicy Pogromowej dla zatarcia wyrzutów sumienia jest Park Ireny Sendlerowej. A ten placyk, gdzie miejscowa piosenkarka udaje Whitney Houston, to jest Rynek. Znam takie kamieniczki z Łukowa i Lubartowa, wszystkich im podobnych dziur w zachodnich guberniach Carstwa.
Z podróży. Lalki
Ich upiorność. Nagie ciała zastygnięte w wyproście, wielkie oczy, skóra niezdrowo blada w ciemnej salce. Tutaj nie możesz zasnąć: z dziewiętnastowiecznych serwisów nalewają kawę. Pustym wzrokiem patrzą w pustą przyszłość.
Z podróży. Dzieciństwo
Tak bardzo okazuje się być daleko, że połowa twoich zabawek jest już w muzeum. Nie doceniałeś ich siły woli, tego plastikowego kota-harmonijki, różowych puzzli ze stolicami Oceanii. Chęci przetrwania mimo ciebie. Na pocieszenie poproszę jeszcze drugą porcję malinowej chmurki.
Z podróży. Bańki mydlane
Podziwiam doskonałość tej alegorii, po śniadaniu w drewnianym domu z widokiem na króliki.
Dzień następny
Następnego dnia po przyjeździe, kiedy nastawia się pranie, zawsze jest podobnie. Rozpamiętuje się, czemu krótko trwało, czy wszystko się zdążyło powiedzieć, obiecać i wszystkiego spróbować. Dlaczego zrobiło się tak a nie inaczej. Ogląda się po raz enty zdjęcia: akurat na tło to. Brakuje jedynie zapewnień, że się będzie pisać długie listy potem, bo będzie się pisać, ale na messendżerze.


(Kawiarnia w Gdyni, źródło: a. b.)
Z podróży służbowej. W słońcu
Jest słoneczny dzień. Do klubiku w Wejherowie wpada złota jesień. Dziewczęta na peronie czekają na pociąg do Słupska. Z tym samym człowiekiem, co teraz, szedłem dwanaście lat temu po Długim Targu. Choć prawdę powiedziawszy wolałbym iść sam, jak zawsze w nowych miejscach.
Z podróży służbowej. Repryza
Tamtej jesieni, przed owym cudownym latem (czereśnie i upał znad Sahary), pojechaliśmy do Gdyni. Działo się to dokładnie tutaj: Wtedy wyszło słońce i oświetliło Świętojańską wzdłuż. Poszli na kawę, tacy byli szczęśliwi. Postanowiłem powtórzyć tę ulicę i tę kawę. Znowu wyszło słońce, ale inaczej. Do kawy malinowa chmurka, chociaż lepsza w Kielcach.
Z podróży służbowej. Powody
Nie potrafię właściwie wymienić powodów, dla których Gdynia jest od pierwszego wejrzenia. Ale zapewne wśród nich jest Sibelius jako patron pętli trolejbusów.
Początek jesieni
Z mimozami wcale nie chodzi o te mimozy – chwalę się A. fragmentem zapamiętanym z którejś książki – ale o nawłoć.
Koniec jesieni
Nadspodziewanie szybko skończyły się kasztany.
(22-28.09.2017)

2 Comments