Paolo Rumiz, Legenda żeglujących gór, Czarne 2016. Apeniny

 

6. 

Włochy nie istnieją, są tylko wyobrażeniem. W ogóle nie istnieją państwa jako takie. To wielkie opowieści, które rozpychają się tak, że zapominamy o małych opowiastkach: historiach z apenińskich dolin. Wszystko jest we fragmentach, jeśli przyjrzeć się bliżej (tak przyglądałem się swego czasu, będąc badaczem terenowym i odpytując ludzi o ich miejsce, i dopiero wtedy Gdynia wydawała się egzotyczna). Jeśli się przygląda i rozmawia, to okazuje się, że czczą kogoś innego, co innego jedzą i opowiadają niestworzone rzeczy. Są inni, kamienni – jak mówił jeden z moich rozmówców, a nie tak jak pozostali – drewniani.

W Mandrogne, miasteczku złomiarzy pod Alessandrią, ludzie mają ciemne twarze i twierdzą, że pochodzą od arabskich piratów uciekających przed Genueńczykami (…). W Barbagelata nad Chiavari średni wzrost mieszkańców wynosi około metra osiemdziesiąt, co jest pamiątką po manipule lancknechtów (…). W Teruzzi nad Piacenzą fizjonomie są azjatyckie, a w pobliskiej Rabbini, na dawnych terenach żydowskich, spotkasz nosy i brody rodem z Bliskiego Wschodu (s. 334-335).

Sam mógłbym dopisywać. W Ennie ludzie są uprzejmi i jasnowłosi. Piazza Armerina z kolei zamieszkują wystraszeni milczkowie, którzy wolą nie spotykać obcych (pominąwszy rozgadaną właścicielkę hotelu).

7.

Alpy nie były poetyckie. Apeniny są. Więcej, fragmentami bywają, a wiecie, że na to jestem uczulony, egzaltowane. Widać jak krajobraz wpływa na autora. Co gorsza, autor ciągle, jak ja, mówi o sobie. I dostrzegam w tym coś nieznośnego. (Oczywiście, gdy to ja mówię o sobie nie dostrzegam takiego znużenia).

Gorzej, jednym z głównych bohaterów, sam się do tego przyznaje, czyni samochód. Fiat topolino, sprawdzam w sieci jak wygląda. Ostatnio ledwo zniosłem fragment w „100/XX”, w którym reporter Kleszczyński opisywał przedwojenną Polskę z perspektywy austro-daimlera. Zdania jakby przepisane: stan dróg, problemy z biegami, kurz na drodze.

8.

Bóg nie istnieje na południu. W tych stronach Bóg jest pojęciem zbyt abstrakcyjnym. Istnieje wiele bóstw, świętych energii związanych z konkretnymi miejscami lub cudownymi obrazami. Jeśli chodzi o Chrystusa, to owszem, istnieje, ale całe swoje znaczenie zawdzięcza temu, że jest synem Maryi. To ona jest wszystkim: płodnością, rodziną, porządkiem. Jest ciałem, a tu świętość objawia się właśnie w ciele. Ciała są odpryskami Boga. (…) Wiesz co powiedział mi jeden braciszek w Neapolu? Że Chrystus był niedobry dla swojej mamy i umarł na krzyżu także z tego powodu (s. 529-530).

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s