Dziennik. Schengen

 

W końcu dywan przestaje wystarczać. Ostrożnie schodzą ręce na podłogę. Nachyla się i całuje, Boże, trzeba ją umyć, wzdycha A., jak papież albo Marek Siwiec. Czyżby poczucie granicy było wrodzone? I podobnie potrzeba, żeby ją przekraczać?

Bo przecież nie ma w życiu odczucia bardziej odurzającego niż reisefieber (07.03.2016).

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s