Dziennik. Natalie albo o słuchaniu muzyki

(Nat King Cole i Natalie Cole, 1955 (c) Michael Ochs Archives, źródło: tumblr.com)

Wieczorem postanowiliśmy słuchać topu w trójce. Dziecko okazało się raczej koneserem Mozarta i nie wytrzymało Deep Purple, mimo przekonywania, że w „Bohemian Rhapsody” będą nawiązania do klasyki. Nie i koniec, na przewijak i słuchać „Eine kleine Nachtmusik”. Co było robić. Spać jedynie.

Z jazzem to było inaczej. Nie lubiłem go przez całe dzieciństwo, a potem usłyszałem dwa czarne głosy: to Nat King Cole śpiewał w zmontowanym duecie z córką. Wiem, że to może żaden jazz, tylko taki powojenny pop, ale zaiskrzyło. Zanim Armstrong i Aretha, była Natalie.

Przemycę więc tę wiadomość, choć zwykle nie piszę nekrologów (chyba, że dla upadłych dyktatorów), tak jak przemknęła między godzinami topu (01.01.2016, wieczór).

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s