Dariusz Rosiak, Ziarno i krew, Czarne 2015

 

 

(Niewiasty przy pustym grobie, Lekcjonarz syriacki z Mosulu, 1216-1220, Add. MS 7170, fol-160 1b, British Library, źródło: pinterest.com)

 

Czytasz, oddychasz, czytasz. W ten sposób dotychczas czytałem literaturę holokaustową. To, o czym pisze Dariusz Rosiak, powoduje ten sam efekt. Gdzieś, w sumie całkiem niedaleko, jeśli się zmierzy odległości, ginie całe społeczeństwo. Prawi giną i pobożni, i znowu to samo pytanie, które krąży nad Auschwitz i Treblinką: gdzie jest Bóg, w którego wierzą?

Reportaż Rosiaka to nie są ćwiczenia stylistyczne, nie jest piękny. To zapis z podróży, której niewielu by się podjęło. Korespondencja z umierającego świata. Jakby jakiś amerykański dziennikarz w tysiąc dziewięćset czterdziestym pierwszym pojechał do Izbicy albo Lublina.

Im głębiej zanurzam się w tym tekście, tym bardziej odkrywam, że on nie jest o nich, ale o nas. O Europie, która łatwo pozbyła się gorsetu chrześcijaństwa, odrzuciła go z wygody, zapominając o fundamentalnych pytaniach. O Europie, która zabawiła się na śmierć. Także o europejskiej naiwności, wierze w religię pokoju i zapewnieniach o tym, że nie wolno od nikogo niczego wymagać (a potem budzisz się z ręką w nocniku, znaczy Molenbeeku).

Jeśli ktoś myśli, ja tak myślałem zanim zacząłem czytać, że ta książka wyjaśni o co chodzi w dramacie Bliskiego Wschodu, ten się zawiedzie. Owszem, sporo można się dowiedzieć o tym, jaka jest jego historia, kim są protagoniści, ale samo sedno pozostaje niezrozumiałe. Jedyne do czego można się odwołać w tym wypadku to stwierdzenia Sebastião Salgado.

A może jest jednak coś. Coś, o czym ustawicznie piszę na tym blogu: o nieracjonalności zachodniej polityki wobec Bliskiego Wschodu, o tym, że sami kręcimy tam sobie sznur na szyję.

Spotykam chrześcijan tęskniących za spokojem i względnym dobrobytem, który zapewniały im dyktatury Asada czy Saddama Husajna. W świecie zachodnich demokracji obaj uznawani są za despotów, tutaj, w królestwie politycznego chaosu i wojennego barbarzyństwa, postać krwawego dyktatora staje się symbolem normalnego życia (…) Zachód. Kiedyś był chrześcijański, ale teraz już nie jest. Nie dba o chrześcijan, ponosi odpowiedzialność za zbrodnie, których padamy ofiarą, bo wspiera antyrządową rebelię w Syrii. To wy macie udział w zbrodniach dokonywanych przez Daesz (s. 205; 217).

Może się zdarzyć, tak sobie myślę nad tym reportażem, że kiedyś będziemy odczuwać gorycz, dużo goryczy, podobnej do tej, którą amerykańscy Żydzi odczuwali po Holokauście. Ci, którzy nie zrobili nic, gdy umierał ich naród.

(Dopisane: napisałem recenzję „polityczną”, ale „Ziarno i krew” ma jeszcze drugą płaszczyznę, dla autora bloga nawet ciekawszą, opowiada bowiem o religii i religijności, w tym o rzeczywistości najbardziej fascynującej autora bloga: cudzie).

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s