Dziennik z podróży na Wschód

20151023_071516_400x400

(wynotowane z zapisków podróżnych)

Wstęp do Wschodu

Nigdy nie pociągał mnie Wschód. Granica na Bugu jest granicą mojej wyobraźni. Nie tęskniłem za złotymi miastami naszej przeszłości (jeśli już to za białym miastem nad Newą, do którego kiedyś pojadę) ani za złotym runem. Nigdy nie kochałem Ukrainy i nie nienawidziłem Rosji: rzeczy nieznane nie są przedmiotem naszych uczuć.

Dziwiłem się jedynie Argonautom, że wybrali ten, co ja, kierunek (19.10.2015).

Opisywanie

Trudna sztuka opisów podróżnych: samolot ląduje o czwartej, ale nad Morzem Czarnym gubi dwie godziny nocy. Pędzimy przez ciemne blokowiska. Pierwszy mijany hotel nosi nazwę „Arka Noego”. Miasto zbliża się nieubłaganie. Poznaję je po rozświetlonych stacjach benzynowych.

Nad moim pokojem czuwa święty Jerzy (wszystkie rzeźby tutaj cierpią na gigantyzm, mają grubo ciosane rysy i wymowę patriotyczną), całą krótką noc chronić go będzie jeżdżący wokół radiowóz na sygnale (20.10.2015).

Tłumaczenie

Oni nie mówią wprost – opowiada pani tłumaczka – każdą wypowiedź obudowują dygresjami i anegdotami, dlatego tak trudno przełożyć, bo nigdy nie wiadomo, gdzie zaczyna się pytanie.

Przysłuchuję się teraz uważnie nieprzyjemnemu szmerowi nieznajomego języka, w którym rzeczy mniej ważne są równie istotne jak te najważniejsze (20.10.2015).

Kolacja

Kolację wydaje tutejszy minister o dwóch szramach na twarzy i wyglądzie watażki. Pilnuje go nieruchomy wykidajło. Kelnerzy wnoszą zieloną oranżadę o smaku estragonu. Zaczynają się tańce:

kobietę o czterech warkoczach wyobrażam sobie jako Medeę, która z mitów, koniec końców, trafia do ludowych pokazów dla zagranicznych delegacji (20.10.2015).

Orient po raz pierwszy

Próbował zapisać hałas targowisk, sprawną rękę rzeźnika dzierżącego tasak, psa, który z tęsknotą patrzy na kość. Kiście czarnych winogron, świeże białe chleby, latające dywany.

Nie zmyliły go dziewiętnastowieczne kamienice z obrzeży imperium (takie same jak w Sarajewie, na obrzeżach innego imperium), o wiele bliżej był teraz hutongów (21.10.2015).

O psach i kotach

Ustalenie kotowatości bądź psowatości Tbilisi zajmuje mi całe dwa dni (może to dlatego, że jednoznaczność w tej kwestii osiągnąć mogą tylko miasta znad Morza Śródziemnego?)

Place i dziedzińce cerkwi z pewnością należą do psów. Głębiej, w górę, sprawdza się prawo, które A. odkryła w Agrygencie: miasto jest tym bardziej kocie, im więcej w nim schodów (21.10.2015).

Orient po raz drugi

W Muzeum Narodowym dział orientalny oferuje wybór perskiego malarstwa z końca osiemnastego wieku. Tancerki o nagich piersiach i brwiach Fridy, nic pruderii. Zastanawia mnie tylko, dlaczego Orient.

Przecież Iran stąd to nie żaden wschód, a bliskie południe (21.10.2015).

O najpiękniejszym mieście

Rozmowa przy chaczapuri w ulicznej piekarni:

– Skąd jesteście, z Ukrainy?
– Z Polski.
– Polska to blisko Bułgarii?
– Nie.
– Ale mówicie po rosyjsku?
– Nie.
– Ale byliście w Moskwie? Moskwa to najpiękniejsze miasto.

(21.10.2015)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s