Marcel Proust, Uwięziona, MG 2015

 

Odnaleziony wstęp do „Księgi umarłych„: Z tego punktu widzenia, jeżeli się nie jest „kimś”, brak znaczącego tytułu przyspiesza jeszcze rozkład śmierci. Bez wątpienia, nieboszczyk jakiś jest na przykład księciem d’Uzés anonimowo, bez znamion indywidualności. Ale mitra książęca utrzymuje jakiś czas w skupieniu składniki, jak w owych starannie wymodelowanych lodach (M. Proust, Uwięziona, s. 205).

Kiedy zamykam ostatnią stronę, jest ranek w innej strefie czasowej, w zadymionym hotelu, gdzie w szufladzie spoczywa „Księga Mormona”.

Pierwszy raz do głównego bohatera czuję tak wielką niechęć: do jego egocentryzmu, jego użalania się nad sobą, do jego zazdrości, jego pragnienia posiadania drugiej osoby. Kiedy tak potępiam w myślach głównego bohatera, nazwijmy go Marcel, zastanawiam się nad czystością własnych intencji. Który tłumaczę swój stosunek do świata dobrym smakiem i etyką, przecież, w gruncie rzeczy, chcę być podziwiany: aby dbano o mnie, tęskniono, kochano. Boże, odkrywam w końcu, siedzi we mnie Marcel, który więzi Albertynę. A może, staram się uspokoić, pragnienie wyłączności jest zapisane w każdym, każdej miłości i każdej przyjaźni.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s