Karl Kerenyi, Eleusis, Homini 2014

 

W momencie porwania Persefona nosi sztuczne rzęsy.
Ogląda się spod nich za tym, co utraci.
Metro z hukiem odjeżdża w głąb,
Niby śpieszą się do pracy, a pędzą ku śmierci. 

(Czytając „Eleusis” w porannej komunikacji, 25.09.2015)

1.

Śródziemnomorskie poszukiwania autora bloga z natury rzeczy tchną amatorszczyzną. Nie ma za sobą warsztatu ani archeologa, ani filologa klasycznego, chociaż pewnego razu na Krecie zdarzyło mu się zadziwić miejscową młodzież, gdy jako turysta odczytał grecki wiersz o morzu, rozumiejąc, że jest morzu. Stosunek autora bloga do tamtego świata jest, rzec można, liryczny, oparty na doświadczaniu, przeczuciu, zachwycie. Dziwne, bo do tamtych bogów dociera poprzez krajobraz.

Niemniej autor bloga posiada również własną teorię religii, w końcu pięć lat studiował Geertzów i Cliffordów, a nawet przeczytał Mary Douglas. Co jakiś czas teoria ta przebłyskuje pomiędzy wpisami, głosząc, iż Religia jest Więzią, w której kluczowe znaczenie ma, dziejąca się poza zwyczajnym czasem przeżywania, Obecność. Wcale nie jest łatwo do tej Obecności dotrzeć. Niektórzy odczytują ją jako spotkanie, inni – jako zachwyt, jeszcze inni – jako cud. Można lata spędzić oczekując Obecności i umrzeć nie doświadczywszy jej. Można też za Obecność wziąć coś, co Obecnością nie jest, jakąś Nieobecność.

Sceptycznemu i racjonalnemu autorowi bloga też łatwiej jest stworzyć teorię niż doświadczyć.

2.

Jak podaje posłowie, dla Kerenyiego, teologa starożytnych Greków, religia to żywy stosunek do procesów duchowych, niezależnych od świadomości, lecz zachodzących z dala od niej, w mroku psychicznego paradygmatu (s. 242). Być może ta bliskość mojego przeczucia z tym, co pisze autor „Eleusis”, powoduje, że tak łapczywie czytam jego książkę, która wcale nie jest łatwa, ba miejscami bywa niezrozumiała (dla kogoś, kto nie ma warsztatu!)

Kerenyi usiłuje dotrzeć do rdzenia, do pytania czym była sekretna Obecność w misteriach eleuzyjskich. Zadziwiająca jest ta narracja, powtarzają się w niej jak refren słowa tajemnicą nie był. Mówi więc Kerenyi w ten sam sposób jak współczesna teologia chrześcijańska: łatwiej jest powiedzieć kim Bóg nie jest, niż kim Bóg jest.

Tym, co najbardziej porusza w opisie jest porównanie odtwarzanego przebiegu misterium ze starożytnego Eleusis z jerozolimskim obrzędem świętego ognia (zresztą własne porównanie do liturgii Wigilii Paschalnej nasuwa się również automatycznie). Tym, co łączy obrzędy jest poczucie Obecności, wykraczającej poza zwyczajny czas.

3.

Oczywiście rozczarowuję się. Opowieść o Demeter i Kore, ta najbardziej pociągająca mnie opowieść mitologiczna, umiejscowiona zostaje w Grecji: łąka, z której porwano córkę i kamień, na którym płakała matka. A przecież, A. mi świadkiem, byliśmy na tej łące i robiliśmy sobie sweet-focie na owym kamieniu, z którego widać, jak ma się wzrok bogini, całą obfitującą w zboże Wyspę.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s