Dziennik. Karnawał

 

Wyszedł po kawę, a tam karnawał. Ciżba bawiła się raz biało, raz czerwono. Rzecz znana od średniowiecza: ci, co nie byli u władzy, na ten jeden dzień rządzili, ci, którym się nie powiodło, tego dnia opływali w dostatek. 

What’s happened? – pytały Niemki strażników miejskich, ale oni nie potrafili wytłumaczyć, co się stało. Nie będąc Polakiem, pewnych rzeczy się nie zrozumie (zresztą, będąc, również nie). Akurat obok górnik kłócił się z emerytem o flagę. 

Taki karnawał może zauroczyć: przypomniały mu się odpusty kiedyś na Anny w R. Tam były jeszcze baloniki wbite w kapuściane głowy, i tłusty, czarny dym zniczy w lipcowym upale. Tu i tu rozentuzjazmowany tłum falował i unosił, gdyby tłumowi kazać dziko tańczyć – pomyślał – tłum tańczyłby.

Wtedy pojął, że ta radosna gawiedź z chorągiewkami, każda niegroźna gawiedź, w ciągu minut może zamienić się w siejący zniszczenie motłoch. Gawiedź i motłoch to przecież tylko dwa stany skupienia tego samego tłumu (10.04.2015).

 

1 Comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s