Gołąb przysiadł na gałęzi i rozmyśla o istnieniu

 





 

Maszyna, czyli ludzkość 

(Dygresja nr 1: Robert Darnton opisuje średniowieczną kocią muzykę: Paryżanie palili całe worki kotów (…) głosy torturowanych przez tłum kotów były elementem ogólnej kakofonii (s. 102).

Dygresja nr 2: Tyran Falaris z Agrygentu do tortur wykorzystywał brązowego byka, do którego przez górny zamykany otwór wkładano skazańców, a następnie pieczono ich żywcem, rozniecając ogień pod bykiem. Krzyk ofiar był zniekształcany podczas przechodzenia przez przemyślnie skonstruowany modulator umieszczony w głowie byka i słyszany na zewnątrz jako ryk zwierzęcia.)

(Spojler) W jednej z ostatnich scen „Gołębia” pojawia się przerażająca, współczesna wizja kociej, ludzkiej muzyki lub brązowego byka z Agrygentu (na zdjęciu powyżej). W tym ogromnym walcu umieszczano niewolników, zamykano, a następnie rozniecano pod spodem ogień. Maszyna powoli kręciła się, a wówczas z trąb wydobywały się modulowane dźwięki. W tej wizji, prócz owych zamkniętych wewnątrz niewolników, są jeszcze strażnicy w kolonialnych mundurkach i są widzowie: starsi państwo w eleganckiej garderobie popijający z lubością wino na tarasie, przypatrujący się przedstawieniu bez szczególnych emocji. (Skojarzenie z Kongo u nas obojga).

Ofiary, kaci i widzowie: najprostszy podział ludzkości, niezmienny schemat bez względu na czas i miejsce. 

***  

Najkrótsza recenzja A.: Film o nieszczęśliwych ludziach, u których „wszystko dobrze”.

Za to ja mam problem z recenzją, bo waham się już przy samym słowie „film”. Oglądam bowiem coś, co odpowiada mojej wizji sztuki teatralnej, teatru absurdu. W tym zresztą przypadku sam reżyser nie odcina się od teatralności. Wybielone twarze bohaterów odsyłają do japońskiego kabuki, ruchy i scenografia również są sceniczne, a nie filmowe. Odczuwa się całkowitą sztuczność scen, ich odgrywanie.

„Gołąb” jest zbiorem takich scen, czasem łączą je wątki, motywy, postaci, czasem są po prostu obrazkami, ozdobnikami. Kiedy A. zapytała mnie, ile jeszcze, nie miałem pojęcia, co odpowiedzieć. Równie dobrze mógł skończyć się po pół godzinie, jak i trwać całą noc. Taka widać jest ptasia perspektywa. Gołębi widok na ludzkie życie, które poświęcone jest – to przewija się w filmie – zdobywaniu pieniędzy.

(Spojler) Ni stąd, ni zowąd pojawia się w barze na przedmieściach Karol XII, najpierw butnie maszerujący na Rosję, a potem żałośnie powracający z niedobitkami armii. Podbijemy Rosję, woła w pierwszej ze scen (odtwarzam z pamięci, więc niedokładnie), by w kolejnej, już po bitwie, być przekonywanym przez szambelana, że przecież gdyby nie padało, to Rosjan dałoby się pobić. – A padało? – pyta król. – Nie, ale z Rosjanami nigdy nic nie wiadomo – dopowiada dworzanin. Tak sobie pomyślałem, wybaczcie, że Karol XII w tym filmie jest Polakiem.

Słowa klucze: ekstra długie zęby wampirów, flamenco, korkociąg, melodia taka jak w „Glory, glory, hallelujah!”

(3,0/3,5)

 

(źródło: vimeo.com; 5kilokultury.pl)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s