Dziennik. Turystyka

 

Zawsze, w podróży, wybierali się na lokalne targowiska. Patrzyli, co ludzie tam kupowali, wąchali nowe aromaty, rzadko usiłowali się targować, bojąc się, że kupią coś, czego nie chcieli albo nie będą potrafili wytłumaczyć, że nie chcą kilograma jagnięciny w tej cenie. Chyba że przeczytali na przykład: zjeść flaki (tak było w Barcelonie). Czasem fotografowali, gdy warzywa tworzyły ładne wzory albo pojawiało się coś ekstraordynaryjnego. Zwykle siadali za to w jakiejś okolicznej kawiarni, gdzie można było zrozumiale zamówić kawę i spokojnie poobserwować spieszących się wokół.

Dzisiaj na przykład napili się kawy i zjedli croissanta na słonecznym placu naprzeciw hali, i teraz przepychali się pomiędzy rzodkiewkami, szczypiorkami i sałatą (z lewej) a cielęciną, śledziami i salcesonem (z prawej). Co jakiś czas ktoś ich potrącał, taki urok targowisk. Wydrukowali nawet mapkę, żeby wiedzieć dokąd.

A. właśnie wybierała jabłka. Spojrzeliśmy na nich. Byli dokładnie tacy, jak my w podróży (11.04.2015).

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s