Dziennik. Czwartek, pierwszy śnieg

 

Maszerowałem krok za krokiem za kompanią marynarki wojennej zmierzającą równo, ale jednak już nie miarowo, do autokarów na Królewskiej. Jacyś oficerowie planowali przez komórkę wojny i kolacje z żoną.

Zaczęło wiać śniegiem przy nieznanych żołnierzach, ale zaraz potem przestało. Czekałem na światłach. Ściskałem w kieszeni ciepłą drożdżówkę zamiast rękawiczek.

(Mniej przymiotników, więcej rzeczowników, powiada Brodski.)

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s