Dziennik. Opowieści świąteczne

 

Opowieść o drodze

Gdzieś tam jest środek Wyżyny. Miasto, którego wieże zawisają w listopadowej mgle nad ogródkami działkowymi. Dzwony o poranku nad dworcem autobusowym, z którego rzadko odjeżdżają autobusy. Dworzec kolejowy, który już nie pachnie melasą. Dom, który jest tylko zapamiętaniem domu. Czworokątny cmentarz.

Gdzieś tam niczego nie ma. Brakuje mi dowodów na istnienie Lu.1 

Opowieść o kocie

Miał ludzką twarz, tak mi się wydaje, gdy spoglądałem mu w pyszczek. Zaczął przychodzić do kocicy. Siadał na parapecie i patrzył przez okno do środka. Tak na odległość kociego dystansu, potem bliżej. Nie przeszkodziło mu nawet odejście kocicy. Przychodził i rozwijał się na ramieniu. Ón taki jest, przychodzi w nocy i stuka w szybę. Przeniósł się już tutaj.

Samochód przed nami przejechał podobnego kota. Zahamowaliśmy. Rozpaczliwie wybijał łapkami takt uciekającego życia2. Cierpiał tak jak cierpieć potrafi umierający kot. Wiem, najlepiej byłoby zatrzymać się i skręcić mu kark, ale nie dało się zatrzymać. Poza tym nikt nas nie oswoił z kocią śmiercią.

Opowieść o wojnie

Co pewien czas na Wyżynie pojawia się kępa drzew. (Wyżyna w tej okolicy jest intensywnie pagórkowata, droga wznosi się i opada, kierowcy są niesympatyczni, tyle jeszcze jest cmentarzy, zniczy i parkingów.) Ta, przy której się zatrzymaliśmy była dodatkiem do stacji benzynowej. (Także tankowanie gazu, bar i wc – jak głosi napis przy wjeździe. Hot-dogi?)

Składa się z kilkunastu ocalałych tabliczek, Infanteristów, Zugsführerów i Hauptmannów. Wcale nie chcieli zostać na Wyżynie. Pod Triestem piękne były plaże, piękne winnice na Morawach i jagnięcina w Sarajewie. Ale stało się, spadło, trafiło i zostali. Osiem tysięcy chłopa na jedną kępę. Lekko licząc wychodzi jedna lampka nagrobna na cztery tysiące żołnierzy3.

Opowieść o chłodzie

Tego roku wciąż rozmawiamy o temperaturze. Może dlatego, że nie było przymrozków i – stały temat – chryzantemy nie zmarzły w nocy ze Wszystkich Świętych na Dzień Zaduszny. Rozmowa więc jest ersatzem rozmowy o prawdziwym problemie: zamarzaniu cmentarnych kwiatów. U kogo jest za zimno a u kogo za gorąco w mieszkaniu, że w Hiszpanii nie mają grzejników, że

dziadek dwa lata mieszkał w szpitalnym mieszkaniu bez ogrzewania. Zimą też? – spytała ciocia. Latem to przecież żadna sztuka – odparł. 

Opowieść o grzechu

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus…Nie odpowiedziałem ci, bo mówisz za cicho. Usiłowałem ominąć ten konfesjonał, ale kolejka się skończyła i nie było kogo przepuścić. To teraz jestem i muszę wykrzyczeć swoje grzechy. Żeby jeszcze śpiewali a to kazanie. Pokuta zaczyna się więc niespodziewanie i publicznie.

Otwieram drzwiczki z oświetlonego domku. Naprzeciw mnie święta Barbara z białego kamienia, wskazujący palec matki w kapeluszu i zaciekawiony wzrok dziecka. – Teraz pan wychodzi – mówi matka, dziecko ogląda mnie od stóp do głów (łącznie z duszą).

Opowieść o Prouście

Znaliśmy się. To znaczy się nie znaliśmy. To znaczy być może ona miała świadomość mojego istnienia, bo kiedyś w jadalni nalewaliśmy sobie kompot z jednego dzbanka. Kiedyś, dokładniej w tym maju, dawno. Ja też miałem świadomość istnienia jej, ale przecież kontakt to znaczy, że się rozmawia a nie nalewa kompot ze wspólnego dzbanka. Wyobrażam sobie, że się dziwi, bo widzi mnie w Lu. a kompot nalewaliśmy w Wa. Co należy powiedzieć w takiej sytuacji?

Czy stoi pod kościołem, bo chce się przywitać albo porozmawiać (ale o czym? skoro nigdy nie rozmawialiśmy), czy dalej zajęta jest konwersacją ze swoją małą bandą? Patrzy w moim kierunku z konsternacją i oczekiwaniem. Cześć! – mówię a ona odpowiada a ja zostawiam ją z tym „Cześć” i idę dalej Złotą z A. Za rogiem napadają mnie demony powątpiewania, czy tak należało się zachować. Ale się nie odwracam. Przeszło-ść. 

Opowieść o czekaniu

To musi być pora hipotetycznego autobusu do Wa. Miejscowości, które mijamy składają się głównie z oczekiwania na niego. Stoją po kilka osób pod wiatami o różnych kształtach, skuleni, bo robi się wieczorne zimno (tego być może nie wiedzą, ale po polach między owymi miejscowościami snuje się już mgła). A. twierdzi, że większość z nich tylko odprowadza, a jedynie ci z bagażami, gołąbkami (na Wszystkich Świętych muszą być gołąbki) i torebkami wyjeżdżają. Nie jestem pewien. Piąta czy szósta wieś to samo.

Miejscowości, które mijamy składają się z oczekiwania. W piątek znowu wrócą? A może dopiero na święta? A może ten autobus jest tylko hipotezą? Przecież go nie widzieliśmy, nie mijaliśmy, wciąż ten tłok na przystankach. Czy czekanie na coś jest dowodem na tego czegoś istnienie?

 

______

1 Jeśli nie chcesz czytać o obwodnicy Lu., ten sam problem możesz poznać czytając o innej obwodnicy, o czym pisałem tutaj.
2 Wiem, że to grafomania, ale o kotach czasem nie można inaczej.
3 Cmentarz wojenny w miejscowości Suchodoły znajduje się tutaj

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s