100/XX. Antologia, Czarne 2014. Notatki z tomu drugiego (2)

Łuka. Dom zły1. Opis reportera odstręcza, jest zbyt skomplikowany, naszpikowany sprzecznymi zeznaniami. Ale ja w kryminałach zwykle się gubię.

Nawrocki. O przychodzeniu na Plac Zbawiciela zanim stało się to modne. Niezmienność rzeczywistości: To znaczy, można o Sartrze podyskutować ze Stasiem, jedno zdanie zna nawet na pamięć. Można o Zanussim i o warsztacie Wajdy (s. 293). Że zacytuję, dla porównania, mój ulubiony raport „Młodzi i media”: Anka uwielbia filmy Wernera Herzoga. Nie ma w tym nic niezwykłego, jednak jej droga do twórczości niemieckiego reżysera była – przynajmniej z perspektywy starszych pokoleń – dość nietypowa. Zaczęło się od muzyki: Anka namiętnie słucha Davida Bowiego2. Reporter, w przeciwieństwie do badacza, nie nabiera się na młodzieżowy szpan.

(Ja to chyba wolę reportaże o zwykłych ludziach niż o wielkich wydarzeniach. Tak sobie myślę, gdy dochodzę do tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego.)

Reportaż Krall o Annie Walentynowicz przeczytałem co najmniej 5 lat za późno.

Miller.

Ogórek.

Mularczyk. Czy to możliwe, by nieżyjący wpływali na nasze życie? Czy tylko my, żyjący, możemy tym, co odeszli, dawać dowody, że jesteśmy z nimi? A oni, czy nie mogliby dać jakiegoś znaku? (s. 357)

Pietkiewicz należała do moich ulubionych autorek, kiedy jeszcze czytałem gazety. Ostatni fragment „Gorzkiego fioletu” ciekawie opowiada o atmosferze wokół seksualności na świecie na początku lat osiemdziesiątych, gdy homoseksualizm traktowano podobnie jak pedofilię (dziś niewyobrażalne!), z obrzydzeniem i przyzwoleniem zarazem.

Kuśmierek. Wolę blackout Górnickiego w poprzednim tomie.

„Karta”. Zapis osobistych dramatów, z których składa się historia. Poza osobistymi dramatami niczego nie ma – ruchy wojsk, uchwały gremiów, teksty przemówień, wielkie nic.

(Tak na marginesie to można być pisarzem-świnią, ale czy można być reporterem-świnią? Czy potrzebna jest jakaś specjalna empatia, żeby pisać, czy to tylko kwestia techniki? Bo przecież, koniec końców, to też jest jedynie literatura).

Berberyusz.

Święch należał w moim dzieciństwie do ulubionych lektur, razem z tymi wszystkimi od UFO, Trójkąta Bermudzkiego, dolmenów i menhirów, tudzież duchów.

Owsiany. Zbyt poetycko nawet jak na mnie.

Wójcik. Zbyt niepoetycko nawet jak na mnie.

Dobrze się czyta Pieleckiego w kontekście reportażu Łuki: o moralności na wsi, a może nawet o polskiej religijnej hipokryzji, ukrytej w jednym zdaniu: Pan Hachów pokarał. Za miastową (s. 512). Bo ten polski Bóg to karze albo grozi potępieniem albo uznaje za apostatę. Bardzo jest podobny charakterem do swoich wyznawców.

Gabryel. Dyrekcja działała jak na dyrekcję przystało (s. 522) i zapewne działa w ten sam sposób dalej, długo i szczęśliwie. Po raz kolejny forma przygniata treść.

Ostrzycka, Rymuszko. Tę opowieść pamiętam z dzieciństwa (może nawet nie ją, ale telewizyjny reportaż). Napisana w stylu, który odtąd lubię: opowieści mirakularnej, w tym wypadku świeckiej, choć gatunkowo przeważają pobożne broszurki. To z nich wyrasta autor bloga – niepraktykujący etnograf.

Z całego tomu wstrząsa najbardziej Giełżyński. Czytam z mapą i przypominam sobie Chiny.

_____

1 Dlaczego? O tym pisałem tutaj.
2 Raport „Młodzi i media”, s. 12.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s