Ta książka jest pochwałą korespondencji. Tej sztuki wyrafinowanej, wymagającej by nadawca i adresat mogli rozumieć co jest ponad tekstem. A może, wręcz, to pochwała przyjaźni bez której listy są tylko natłokiem słów?
Jak ja lubię ich słowa, ich gierki, ich ciepłe uczucia. Tak jak lubię otrzymywać listy, nawet jeśli są, jako wymierająca sztuka, pozbawione papieru.
–
Trochę zgłupiałem, ale ludzie inteligentni są zwykle nieszczęśliwi. A po co mi to. (Z. Herbert)
–
Należą do pokolenia, które rozumiało na czym polega dramatyzm wyborów. Po nich przyjdą inni, którzy nie będą wdawać się w niuanse. Będą wyzywać od zdrajców i stalinistów, chwaląc przy tym swój, nigdy niewystawiony na próbę, kryształowy charakter.
–
Do ulubionych należała piosenka zaczynającą się od słów: „Wiła wianki i rzucała je do falującej wody” (J. Hartwig o wspólnym śpiewaniu swojego męża i Herberta)
–
Piękny wiersz „O nich” Julii Hartwig. Potężna gromadka poetów. Dzisiaj ludzie, nawet ci podszywający się pod elitę intelektualną, wydają się jak z ogrodu miniatur (bo może ich nie sprawdzono).
–
Bardzo daleko Berlin był od Wa. Niewyobrażalnie daleko, za tym murem. Nie wiedziałem, że Herbert mieszkał w Berlinie i na Sylcie. Nie wiedziałem, że istnieje Lueneburska Pustać a teraz muszę ją zobaczyć.
–
Usiłowałem kiedyś napisać dramat albo poemat o „Damie z Jednorożcem” z paryskiego Muzeum Cluny. Nastolatkiem będąc, więc się nie liczy. Nie wiem, czy mnie oczarowała, czy poczułem, że to takie niezwykłe, że muszę to zrobić, aby dostać się do encyklopedii.
