Dziennik (05/06/14)

Panią recepcjonistkę w Horizon Plaza proszę o doładowanie mojej komórki. Taka jest wszechwiedząca a ciągle wyczerpana. Horizon Plaza: jak to brzmi uroczyście, że nawet się zastanawiam, czy nie dać takiego tytułu albo incipitu. Horizon Plaza prawie jak zachód słońca w Honolulu.

Na Domaniewskiej (jakieś dwieście metrów od Horizon Plaza, w czymś, co kiedyś mogło być zagajnikiem) podziwiam drugi w tym roku i drugi w tym życiu niebieski połysk sójki. W pałacowym ogrodzie to musi być pleszka (ewentualnie kopciuszek).

Pojawiają się w okolicach baru, w którym zamiast cukru dodają do koktajli sweet barmański z syropu trzcinowego. Taka w różowym z piwem, potem zalany na wózku, cała galeria twarzy wypalonych etanolem, kręcą się, kłócą, przechodzą przez Wołoską, siadają do stołów. Jakieś opary niezdrowe muszą się unosić nad tą częścią Mokotowa.

Obserwujemy z An. nieregularność okien w wieżowcu nad nami. Dobrze nam tak rozmawiać w tej niezdrowej okolicy. Wieczór spływa na rozgrzany tramwaj.

Dodaj komentarz