W metrze trzy dziewczyny rozgrywają w myślach partię szachów. – D4 – mówi jedna – i strącasz hetmana. Ta w kącie recytuje cały przebieg partii, choć wydawało się, że śpi. Zakonnica, która dosiadła się jako czwarta w końcu wagonu wyciąga serwetę richelieu. – Brązowy? – pyta jakaś kobieta wpatrując się w sprawne palce staruszki. – Ciemny wrzos – odpowiada zakonnica znad haftów.
(Na górze jest niepodległość. Policja wyje nam nad kawą. Na fotelach zwijają się w kłębek obcokrajowcy. Pani za barem jest pierwszy dzień.)
W autobusie powrotnym do kierowcy podchodzi wysiadający. – Jaka to skrzynia? Volta? – pyta. Nie słyszę odpowiedzi. Trzeba wysiadać.
Śni mi się Piotr Ikonowicz.
