Dz.U. Pictures presents „Niebiańskie żony łąkowych Maryjczyków”

(źródło: mmwroclaw.pl)

Tym razem Maryjczycy, a nie Merjanie jak tutaj.

Wyobraźcie sobie, że ktoś postanawia sfilmować tom Kolberga z wybranego regionu. Zwyczaje, wierzenia, baśnie. Nakręca kilkadziesiąt króciutkich scenek: każda zamknięta całość. Taki właśnie jest zamysł reżysera. Nie wiem, czy zwyczaje, wierzenia i baśnie wymyślał, czy też zaczerpnął z jakiegoś maryjskiego Kolberga, ale powstaje wizualne arcydzieło, etnograficzny rarytas.

W każdym epizodzie występuje kobieta o imieniu zaczynającym się od litery O. Świat ten zresztą jest matriarchalny: mężczyźni są drugoplanowi, od razu widać, że magia i moc rzucania uroków przynależy kobietom na O. To one są kochankami wiatru i obchodzą swoje tajemne ceremonie (święto kisielu!)

Czego tam nie ma? Są leśne potwory rzucające urok (w tym epizodzie stary ludowy motyw vagina dentata), jest upiór i milicjant, który go odgania jakimś tajemniczym amuletem, są uroki, święte drzewa, leśni szamani, ludowe opowiastki, gęsi składane na ofiarę, obrzęd czterdziestego dnia po śmierci człowieka. Całe bogactwo maryjskiego uniwersum.

Piękne są zdjęcia (muzyka też!), takie dopracowane, z dużym udziałem koloru błękitnego. Ale nie jest to rzeczywistość nierealna, tylko drewniane chaty, brzydkie kołchozy, rzędy garaży i bud oraz miasto z koszmarnie odrestaurowaną (czy wybudowaną) starówką. Tak właśnie filmować trzeba by Kolberga.

Słowa klucze: kisiel, brzoza, włosy łonowe

(4,0/4,0)

Dodaj komentarz