Od pewnego czasu autor bloga obserwuje niepokojącą zmianę. Lewica zajęła się lustrowaniem. Dawniej w modzie było lustrowanie prawicowe: sprawdzanie kto był czyim wnukiem, kto sikał do chrzcielnicy w parafialnym kościele i wreszcie, najważniejsze, co zapisali funkcjonariusze służby bezpieczeństwa. Nawet się parę gnid wyspecjalizowało w tak zwanym lustracyjnym dziennikarstwie (Braun Grzegorz na przykład).
To już przeszłość. Teraz z taką samą neoficką żarliwością za lustrację wzięły się osoby związane ze środowiskami lewicowymi. Najpierw (to już było) w ciągu kilku minut finezyjnie zlustrowany został nowy papież. Teraz lustracja sięga głębiej. Ma odpowiedzieć na pytanie kto w skostniałej homofobicznej strukturze patriarchalnego społeczeństwa przesiąkniętego represyjnymi wzorcami kultury związanej z jednym z nurtów starożytnego monoteizmu wschodniośródziemnomorskiego nie zdołał dokonać coming-outu, czyli aktu niewyobrażalnego wyzwolenia. W tym momencie na scenie publicznej pojawia się dr Janicka Elżbieta i odkrywa dotychczas skrywaną pod tą skostniałą homofobiczną strukturą itd. prawdę. (Bo podobnie jak Braun Grzegorz, dr Janicka Elżbieta jest gotowa za prawdę polec).
Owszem postulat krytycznej analizy tekstu jest ważny. Więcej nawet, omawianie „Kamieni na szaniec” powinno uwzględniać dyskusję o celowości walki za wszelką cenę, nieliczenia się z kosztami, powinno być pretekstem do krytycznego spojrzenia na sens powstania.
Ale – to umyka dr Janickiej Elżbiecie – „Kamienie na szaniec” są przede wszystkim książką o przyjaźni, dopiero potem o Polsce. I choćby nie wiem jakby się pani doktor nie starała, przyjaźń dwóch osób tej samej płci nie musi oznaczać zmiany orientacji seksualnej. W ogóle pani dr Janicka Elżbieta tak się naczytała uczonych książek, że zapomniała, że seksualność nie determinuje wszystkich zachowań człowieka, chociaż może znawcy gender twierdzą inaczej. Czułość i bliskość nie są związane wyłącznie z seksem, nawet jeśli dzisiejsza kultura usiłuje je z nimi utożsamiać.
Żądając analizy kontekstu „Kamieni na szaniec” dr Janicka Elżbieta pomija kontekst aksjologiczny: to w jak różny sposób rozumiano wtedy i rozumie się dzisiaj wartości. Pomija również kontekst językowy, zachowując się jak gimnazjalista, któremu wszystko kojarzy się z jednym. Do dziś pamiętam tę lekcję religii w podstawówce, gdy ksiądz przeczytał fragment z Księgi Wyjścia (14,16) „Ty zaś podnieś swoją laskę” a cała klasa zachichotała. Wypowiedzi dr Janickiej Elżbiety – wydaje mi się – też skrywają podobny chichot. A może jedynie rumieńce?

1 Comment