Póki patrzyłem na „Palec” jako na komedię zadowolony byłem średnio. Owszem, fajny dźwięk, montaż, scenariusz niczego sobie, sympatyczna gra aktorska, ale w gruncie rzeczy nie wykraczało to poza schemat polskiej lub bałkańskiej komedii rustykalnej. Nawet faceci na ławce i wójt jacyś tacy znajomi.
Jednak jeśli ogląda się ten film, traktując go jako metaforę polskiej polityki, jest znacznie lepiej. Palec niedoszłego kandydata na burmistrza w słoiku dokonujący cudów, przecież to wypisz – wymaluj te trumny, co rządzą Polską, artefakty mityczne, krzyż pod pałacem, ba – gdzieś w naszej polskiej narracji – cudowny palec świętego Kandyda.
A że demokracja polega na tym, że można na burmistrza wybrać czyjś fragment ciała, ufając, że dokona cudu, czyż nie to kochamy w demokracji?
(5,0/3,5)
