Byliśmy w kinie po raz pierwszy w 2007 roku (19.01.2007)

Cały czas myślałem o tej opowieści madeinperou jako o czymś egzotycznym. Owszem, głęboki podziw wzbudził we mnie aspekt etnograficzny tego filmu. Powtórka przed egzaminem wymarzona: święto według Caillois, rites de passage van Gennepa, ba nawet wcisnął się gdzieś Eliade z sacrum-profanum i pięknie brzmiący (choć zastrzeżeń do książki o pielgrzymkach mam dość dużo) Turner z liminalnością. Prawdę powiedziawszy, fragmenty Maussa o życiu seksualnym Inuitów też tutaj pasują.
Oglądałem film tak jak Europejczyk ogląda historyjki z życia Indian, dziwiąc się sposobom świętowania Wielkanocy (jak to, bez pisanek?), wsłuchując się w pieśni i łapiąc soczystość szczegółów. I ta Matka Boska taka różna od naszych rzeźbionych albo malowanych na lipowej desce.

Ale może, to film o nas, o Europejczykach?
Czasu świętego wprawdzie już prawie nie znamy, ale zachowujemy się tak jakby On wcale na nas nie patrzył. Dzięki temu, mamy słodkie poczucie, że wszystko wolno.

1 Comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s