Niedokończona recenzja z niedoczytanej książki (Orhan Pamuk, „Śnieg”, tłum. A. Polał, Kraków 2006) I

Byłem nieufny, co do tej książki. Przekonał mnie śnieg.
Nie padał za oknem.
W książce hulał śnieżycą po uliczkach zagubionego miasta.
Trochę jak mgła u mojego Edwarda.
Albo dżuma u Camusa.
(Szczury samobójstw. Oblężone miasto bez ucieczki).

I ten śnieg.
Wpatrzony w niebo, które w zapadającym zmierzchu było jaśniejsze od ziemi, obserwował wirujące na wietrze coraz większe płatki śniegu. Nie dostrzegał w nich zapowiedzi katastrofy, lecz znaki przywołujące wspomnienie dzieciństwa, dzieciństwa czystego i niewinnego. (s.8)
Słuchając tłumionych przez padający śnieg okrzyków i przekleństw, stał w bladożółtym świetle latarni i czuł, jak bardzo ten zasypany przez śnieg zakątek odległy jest od wszystkich innych i jak dotkliwe jest jego odosobnienie. Wrażenie było tak mocne, że pomyślał o Bogu. (s. 28)

Powieść ta zajmie zapewne poczesne miejsce w inuickich antologiach literatury światowej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s