księgarnia 69/26

Harold Feinstein, Dziecięca błogość, 1974, źródło: facebook.com

Władysław Stanisław Reymont, Z ziemi chełmskiej. Wrażenia i notatki, Wyd. Sióstr Loretanek 2006

[Odnalezienie, część trzecia]

1.

O tym, co wydarzyło się z Rusinami Chełmskimi, czytelnicy w całej Polsce mogli dowiedzieć się z wrażeń i notatek Władysława Reymonta opublikowanych zbiorowo w 1910 roku w Krakowie.

Pod koniec dwudziestego wieku „Z ziemi chełmskiej” stało się kluczową pozycją hagiograficzną, stąd jego liczne wydania, wśród których moje (znalezione w urzędzie) ze wstępem miejscowego biskupa.

To, co przedstawił Reymont traktowano jako relację reporterską, dokładne opisanie wydarzeń na południowym Podlasiu.

Podobnie jak do metryk, podchodzę do tego stwierdzenia ze sporą nieufnością.

2.

Mimo że położone w samym środku dawnej Rzeczypospolitej, terytorium guberni chełmskiej pasuje do definicji Kresów, odległych geograficznie, społecznie, ale i mentalnie od Krakowa, czy nawet od Warszawy.

Reymont zjawia się tam około 1905 roku, kiedy trwa jeszcze wojna rosyjsko-japońska. Od najbardziej dramatycznych wydarzeń minęło już ponad trzydzieści lat. W kalendarzu metryk to wystarczająco dużo, aby o rodzicach zmarłego zapisać nieznani.

1905 to data wydania ukazu tolerancyjnego, który pozwalał wyznawcom uniatyzmu przejść oficjalnie na rzymski katolicyzm. Jednocześnie to początek procesu odłączenia guberni chełmskiej od reszty Królestwa Polskiego.

3.

Jest u Reymonta epika wysokiej klasy. Jego opis misji unickiej, z pierwszego rozdziału, odbywającej się gdzieś na niedostępnych polach wśród mokradeł, przywodzi na myśl „Władcę Pierścieni”.

Melancholijne krajobrazy, po wsiach ciche i przestraszone dzieci, tajemnicze postaci zjawiające się nocą – dla autora nadbużańskie Podlasie jest scenerią jak z baśni. Pamiętajmy zresztą, że w ówczesnej kulturze ludowej, nie istnieje ścisła granica pomiędzy światem realnym a nadprzyrodzonym.

Historia samospalenia rodziny Koniuszewskich jest z jednej strony opowieścią o politycznym geście, po który sięga się w ostateczności, a z drugiej – narracją przypominającą okrutną baśń braci Grimm.

4.

Rebelia unitów przeciw likwidacji unii i masowe represje, które ich spotkały były, przeoczonym przez podręczniki od historii, buntem chłopskim.

Co bardzo charakterystyczne, w kluczowym momencie buntu, wierni kościoła unickiego zostali opuszczeni przez większość swoich księży (co akurat Reymont pokazuje bez niedopowiedzeń).

Prowadzą więc walkę, która z naszej teologicznej perspektywy wydaje się fanatyczna. Bronią się przed prawosławnymi sakramentami, dokonują potajemnych pochówków, żyją bez ślubu, byle nie stanąć przed popem, z całym swoim chłopskim uporem. Ktoś ich nauczał, że poza rzymskim papieżem, nie ma zbawienia, a teraz pozostawił ich z tą wiarą.

Są w tym buncie partyzanckie metody: ukrywanie po lasach, sabotaże na drogach, przejścia przez zieloną granicę. Długi, krwawo dławiony opór, który czasem kosztuje życie.

Nie wiem, na ile Reymont uogólnia: opowiadana historia buntu po trzydziestu latach represji staje się mityczna.

W prawosławnych metrykach wsi Czołomyje są przecież zapisane chrzty synów Marcina i Aleksandry, tych samych, którzy w 1905 obiorą za swoją parafię Mordy.

Ale czy krótkie życia dzieci i niska przeżywalność w tej rodzinie nie są wynikiem carskich represji?

Zaskakująca zbieżność: na przełomie XIX i XX wieku zrodzi się jeszcze jeden ludowy bunt religijny, tym razem związany silniej ze środowiskiem robotniczym – mariawityzm.

5.

Z każdym kolejnym rozdziałem coraz mocniej ujawnia się polityczny kontekst powstania „Z ziemi chełmskiej”.

Reymonta – jak sądzę – nie interesują spory religijne, różnice obrządków i kalendarzy. Patrzy na nie podobnie jak my: opór unitów fascynuje go egzotyką.

Przyszły noblista pisze, aby zaprotestować przeciwko wydzieleniu guberni i podporządkowaniu jej bezpośrednio Moskwie.

Los unitów być może nie obchodził wielu czytelników, los Polaków – jak najbardziej. To dlatego bohaterowie Reymonta wyznają jestem Polak i katolik, śpiewają polskie pieśni i odmawiają polski pacierz. Co więcej, czytają polskie książki (co biorąc pod uwagę poziom alfabetyzacji wydaje się stwierdzeniem nieco naciąganym) i mówią pięknym literackim polskim.

Metryki sugerują, co innego.

Być może po ukazie tolerancyjnym, w 1905 roku, rzeczywiście następuje szybka polonizacja mieszkańców – w końcu w ciągu paru dziesięcioleci unici zostali zapomniani. Być może nawet potrafię odczytać ten proces w przemianie Marcina, syna Mikołaja w Hipolita, syna Mikołaja.

Niemniej w 1875 roku zarówno język (biorąc pod uwagę imiona), jak i tożsamość etniczna nie były tak pewne, jak chce Reymont. Nie jestem więc przekonany, że owi szuani znad Bugu walczyli za Polskę, raczej za swój tradycyjny zlatynizowany obrządek i przeciw narzucaniu obcej wiary.

Jak obserwuje Reymont ukaz zezwalający unitom na legalne przyjęcie rzymskiego katolicyzmu, doprowadził do wysypu krzyży i kapliczek stawianych przez – jak to pogardliwie określił jeden z prawosławnych diaków – Polactwo. Całkiem prawdopodobne, że „Z ziemi chełmskiej” pośrednio dokumentuje zanik odrębności uniatyzmu i Rusinów Chełmskich, ich wtopienie się w polskość, zniknięcie.

Dziesięć lat po wydaniu książki Reymonta, syn Marcina-Hipolita ożeni się z dziewczyną z zupełnie innej części Lubelskiego. Oboje będą już Polakami bez żadnych dodatkowych przymiotników.

Skomentuj