
Michał Przepierski, Prawie Zachód. Historie polskiej transformacji, Port 2026
Dlaczego „Prawie Zachód” mnie denerwuje?
Bo Michał Przepierski przede wszystkim tworzy portret pokolenia, które do dzisiaj nie chce i nie umie oddać władzy. Może to nawet niemożliwe, gdyż owe demony z lat dziewięćdziesiątych wlazły w nas głęboko. I nawet młode osoby nasiąkają a to Balcerowiczem, a to „Pampersami”, a to Michnikiem.
Protesty, które przetaczają się po europejskich miastach, to bunt przeciwko najntisom, przeciwko regułom życia społecznego, gospodarczego i politycznego, które narzucane są następnym rocznikom przez owych besserwisserów z końca historii.
A kolejni bohaterowie opowieści o czasie wytrawnym, jak w kontrze do najntisów określa je Przepierski, budzą mój coraz większy sprzeciw:
uczestnik ekipy Balcerowicza, który – przynajmniej w swojej wypowiedzi – nie odczuwa żadnych wyrzutów sumienia;
Mazurek, gwiazda prawicowego dziennikarstwa, przedstawiciel elit, które budują system pod własne potrzeby;
profesor Z., poprzez spiskową teorię transformacji wprowadzający myślenie spiskowe do majnstrimu aż opanowało wszystkich.
***
Oczywiście każda z biograficznych opowieści zawartych w książce dokłada jakiś puzzel do widoku tamtej epoki, ale dla mnie to wciąż za mało. Może zwiodła mnie żółta budka telefoniczna na okładce?
Oczekiwałem społecznej historii lat dziewięćdziesiątych, która mieszałaby wielkie rozczarowania i rozbudzone nadzieje. Takiego zbioru, który zawierałby Polonię 1, „W labiryncie”, mafijne porachunki, kupowanie od Ruskich, zielone garnitury, pierwszy numer „Tele Tygodnia” i sektę „Niebo”.
(Pamiętam, że gazetowym bohaterem tamtych czasów był jakiś wiejski proboszcz, który dla swoich parafian wznosił nowoczesny kurhan. Co się działo dalej?)
Tym, co łączy bohaterów historii spisanych przez Michała Przepierskiego jest optymizm, każda z nich to w gruncie rzeczy success story. Nawet bezrobocie motywuje do przedsiębiorczości a na wsi rodzi się prosperity. Kolorowa najntisowa reklama jak z magazynu „Sukces”.
Dużo więcej goryczy i pesymizmu jest w filmosferze lat przełomu, po której doskonałym przewodnikiem na fejsbuku jest Kuba Duraj. Razem z „Duchologią” i „Życiem codziennym w III RP” reanimują moją pamięć, która pozostaje usystematyzowana dopiero od dziennika pisanego w ósmej klasie (który, co już udowadniałem, kontynuację znajduje właśnie tutaj).
***
Najbliżej moich oczekiwań jest Michał Przepierski, kiedy wplata wspomnienie o Yattamanie. Już nie pamiętam, kto z klasy był jego fanem, może Łukasz? Każdy miał swój serial na Polonii 1, kapitana Tsubasę, podglądacza Gigiego albo Czarodziejkę z Księżyca. Myślałem wtedy, i nie byłem w tym osamotniony, że włoski to japoński. Takie to były, te dziewięćdziesiąte.
Każdy, kto je pamięta, ma swoje.
