
Pod koniec października
Punktualnie o wpół do dziewiątej zaczyna się aerobik. Znad tafli wystaje dwanaście głów w czepkach, które przychylają się w rytmie podawanym przez boomboxa.
– Zwariujemy bez tej kuchni – myśli on, siedząc na widowni. Spędzał tam tyle czasu, że teraz nie może odnaleźć się w pokoju, co naturalnie prowadzi do konfrontacji. Głowy nadal kiwają się lewa, prawa.
Ta pora, że nadciąga ciemność i pierwsze zimno zabiela rano trawnik za przystankiem.
Właściwie pal licho kuchnia, najbardziej chciałby stąd wyjechać. Kolorowe czepki potakują.
