
Ernesto Sábato, Tunel, tłum. Zuzanna Geremek, Cyranka 2026
Przede wszystkim powiem, że nienawidzę grup, sekt, braterstw, gremiów i w ogólności zbiorowisk stworzeń, które gromadzą się ze względu na profesję, gust lub wspólne upodobania. Te zbiory mają pewną liczbę groteskowych atrybutów: powielenie, żargon i próżność myślenia, że jest się ponad innymi (s. 18). Przerażające, że mógłbym się pod tym podpisać.
O czym jest „Tunel”? Ta pierwszoosobowa narracja mordercy kobiety, którą obsesyjnie kocha, ale o której wie bardzo niewiele, tudzież wyznanie winy mizantropa (dzisiaj zapewne zaklasyfikowanego do któregoś ze stopni atypowości)?
To historia oświeconego rozumu, kierującego się prawami logiki, dokonującego zimnej dedukcji, wnioskowania z przesłanek. Jeśli p to q, jak notowaliśmy w pierwszej liceum. Nawet jeśli bohaterem, malarzem – wyobrażam sobie jego „Macierzyństwo” odgrywające rolę w powieści i sądzę, że zrobiłbym mu zdjęcie w muzeum – kierują jakieś emocje, to dusi je analizą.
Jeśli przeczytasz „Tunel” jako przypowieść, możesz sobie pomyśleć o korporacjach trenujących sztuczną inteligencję, o wyrachowaniu logiki, algorytmach, które przecież nie są dobre ani złe, o odsuwaniu wątpliwości. O tym, że być może nas zabije za te dziesięć lat.
Wcale nie w afekcie, ale z czystej, opartej na wyliczeniach, premedytacji. Jeśli p to q.
