
z fotela zamiast patrzeć w lustro
ten nowy obok z brzytwą, Latynos, zgięcia jego palców znaczone nieznanym alfabetem. nic dziwnego, że na fotelu u niego siedzi sobowtór Breivika.
mag po raz pierwszy ubrany na biało.
jej obowiązki składają się z kilku pytań i uśmiechu. czy chce pan się czegoś napić? czy jest pan zadowolony? bawi ją ten teatr, poznaję po radosnym rozedrganiu dłoni.
wyciąga z kieszeni niby skręta malutki flakonik perfum i spryskuje klienta.
(telefon. w ten piątek siedzę w kawiarni, wściekły na urząd. obserwuję zapadanie wieczoru, światło Krakowskiego zmienia się aż popada w siność.)
