dziennik 70/26

Warszawa, wrzesień 2026 r.

z fotela zamiast patrzeć w lustro

ten nowy obok z brzytwą, Latynos, zgięcia jego palców znaczone nieznanym alfabetem. nic dziwnego, że na fotelu u niego siedzi sobowtór Breivika.

mag po raz pierwszy ubrany na biało.

jej obowiązki składają się z kilku pytań i uśmiechu. czy chce pan się czegoś napić? czy jest pan zadowolony? bawi ją ten teatr, poznaję po radosnym rozedrganiu dłoni.

wyciąga z kieszeni niby skręta malutki flakonik perfum i spryskuje klienta.

(telefon. w ten piątek siedzę w kawiarni, wściekły na urząd. obserwuję zapadanie wieczoru, światło Krakowskiego zmienia się aż popada w siność.)

Dodaj komentarz