
Lipiec przedpodróżny
Ślady lipca urywają się nagle.
Wieczorny pociąg zajeżdża na wielkomiejską Zachodnią. Lśni róż naprzeciw wieżowców.
Nasza lampa oświetla nie-pokój.
Dziki przebiegają przez Broniewskiego i znikają w zaroślach.
W cukierni małego miasteczka napotykamy Zuzannę (która naprawdę jest Zuzią, koleżanką Dziecka, ale przez wzgląd na Leonarda Cohena nie używam zdrobnienia).
Starszy mężczyzna o kulach w autobusie zazdrości młodszemu z metalową nogą.
Starzeję się skokowo – mówi Dż. ale jej nie można wierzyć, bo urodziła się może w styczniu, a może w grudniu.
Na rękach hebanowych turystów małe hebanowe dziewczynki w białych sukienkach do chrztu.
Kiedy to czytasz, jestem wysoko nad tobą.
