Siup, siup

Tetiana Jabłońska, Lato, 1967, źródło: facebook.com

(korespondencja własna)

W to lato pałające ze wszystkich stron nacjonalizmami, wypominkami i żalami, młodzież całej Europy Środkowo-Wschodniej wyginała biodra w trendzie z polskim podkładem.

I tylko siup, siup, hops, ops i w kieliszkach zimna wóda
Siup, siup, hops, ops, tej nocy się dzieją cuda

Tańczący podpisywali się albo łacinką, albo cyrylicą z i, albo i bez i. Powtarzali ten sam układ tak jakby wojny nie było.

Oczywiście gdzieś tam przesiąkała i gotowość do przemocy. Pojawiały się polskie transmisje, w których zastrzegano, że osoby piszące po ukraińsku będą banowane.

Niemniej młodzież tiktoka żyła raczej w uniwersalistycznej kulturze trendów i gniotków, unboxując chińskie dumplingi i asemerując.

Ukraińskie dzieci wyrastały tam, gdzie rzuciła ich wojna. Stawały się Europejczykami takimi jak wszyscy inni. Ktoś po raz pierwszy pojechał na niderlandzki obóz młodzieżowy, ktoś inny z Niemiec na Majorkę. Jeszcze ktoś nagrywał rolki z polskiej granicy, w drodze na krakowskie lotnisko i Cypr.

I tak jak rok temu ukraińskie mamy pokazywały na filmikach polskie świadectwa z czerwonym paskiem swoich dzieci, tak w tym roku pojawiły się storisy zupełnie wbrew narracjom nacjonalistów obu stron.

Oto dzieci po polsku kłócą się ze swoimi rodzicami, twierdząc, że chcą być Polakami, bo tu mają przyjaciół, a ty jesteś moją ukraińską mamą.

Uwolnione z pułapki narodów i ich zagmatwanych pamięci.

Dodaj komentarz