
(korespondencja własna)
W to lato pałające ze wszystkich stron nacjonalizmami, wypominkami i żalami, młodzież całej Europy Środkowo-Wschodniej wyginała biodra w trendzie z polskim podkładem.
I tylko siup, siup, hops, ops i w kieliszkach zimna wóda
Siup, siup, hops, ops, tej nocy się dzieją cuda
Tańczący podpisywali się albo łacinką, albo cyrylicą z i, albo i bez i. Powtarzali ten sam układ tak jakby wojny nie było.
Oczywiście gdzieś tam przesiąkała i gotowość do przemocy. Pojawiały się polskie transmisje, w których zastrzegano, że osoby piszące po ukraińsku będą banowane.
Niemniej młodzież tiktoka żyła raczej w uniwersalistycznej kulturze trendów i gniotków, unboxując chińskie dumplingi i asemerując.
Ukraińskie dzieci wyrastały tam, gdzie rzuciła ich wojna. Stawały się Europejczykami takimi jak wszyscy inni. Ktoś po raz pierwszy pojechał na niderlandzki obóz młodzieżowy, ktoś inny z Niemiec na Majorkę. Jeszcze ktoś nagrywał rolki z polskiej granicy, w drodze na krakowskie lotnisko i Cypr.
I tak jak rok temu ukraińskie mamy pokazywały na filmikach polskie świadectwa z czerwonym paskiem swoich dzieci, tak w tym roku pojawiły się storisy zupełnie wbrew narracjom nacjonalistów obu stron.
Oto dzieci po polsku kłócą się ze swoimi rodzicami, twierdząc, że chcą być Polakami, bo tu mają przyjaciół, a ty jesteś moją ukraińską mamą.
Uwolnione z pułapki narodów i ich zagmatwanych pamięci.
