
Wewnątrz
Katastrofa w szybie Złoty Osioł, o której tu opowiadają, jak podaje wikipedia, jest hipotetyczna. Żona jednej z domniemanych ofiar jest miejscowym duchem wyświetlanym w technice trzy de. W sztolni Gertrudy natomiast przetrzymywano więźniów w marszu śmierci z Auschwitz. Informuje o tym skromny zapis w kalendarium.
Ryby
W południe najgorętszego dnia czerwca pstrągi w wapienniku Marianny urządzają zawody w pływaniu synchronicznym pod taflą. Gwiazdy, komety, korowody – ich los jest przesądzony, powiadam, oddzielając białe mięso od ości.
Widokówka
Nad niebyłym barem jeszcze wznosi się metaloplastyczny napis CARCASSONE. W żarze miasto pachnie zza drzwi pleśnią, wilgocią i pyłem węglowym. Nikogo (oprócz trzech pijanych, pary wracającej z zalewu nieopodal, kobiety śpieszącej na zewnątrz): na drodze dojazdowej leżał martwy borsuk.
Czarne
Kawki zamieszkują baszty i mury, podpowiada tablica, ślad, że ktoś tu żyje. Pamiętam ponure krakanie wron, które przepowiadały strach, o zmierzchu w parku w R. Uciekać, uciekać – wołały.

Ucieczka do i z Bardo
I
Niewiele z nowych imion miejsc tak bardzo pasuje. Wartha przecież może leżeć w każdym landzie. Co innego Bardo, które wznosi nas pod ośnieżone ośmiotysięczniki i dołącza do mniszego chóru om.
Jesteśmy więc w stanie przejściowym przed kolejnym wcieleniem.
II
Jak mało które, Bardo okazuje się miastem jednej książki, tej Tomasza Karamona. Można nabyć ją przed albo po wizycie. Ostrożnie, żeby nie powtórzyć, co on już napisał.
III
Wiele razy czytałem żale nad przebiciem przez Borgo Via della Conciliazione, co owszem odsłoniło oś widokową, ale pozbawiło zachwytu, gdy z wąskich zaułków nagle trafiało się na plac i bazylikę.
W Bardo nie było Mussoliniego. Nieproporcjonalna bryła wyrasta w każdym widoku: jakby do niej dolepiono resztę.
IV
Ma tysiąc lat. Ciągłość cudów dobrze pasuje do kazania. Wprawdzie zmieniono język ksiegi i w międzyczasie jedna ludność zniknęła, a pojawiła się nowa.
Zabierali ze sobą jej sepiowe obrazki, tak myślę, a ona uśmiechała się do nich na do widzenia.
V
Czekając aż zelżeje, siedzimy w pasażu, który wznosi się aż do kurtyny wodnej. Jemy pierniki jak z książki. Podglądamy.
Czyha na nas wzrok dwóch niebieskich dziewczynek na murku naprzeciw.
VI
Na koniec mszy znoszą ją na dół. Pani Azjatka z kamerą podchodzi powoli. Kręci jak całują. Oddalenie. Ksiądz po schodkach wnosi ją w okienko. Drzwiczki zamykają się. Cięcie. Muzyka: Jan Sebastian Bach.
Pokuta
Dawno temu zaciągnąłem A. na wycieczkę łąkami, żeby zobaczyć wyryty nóż. Długo nie mogła się otrząsnąć.
Tym razem miejsce zbrodni znajdowało się pod płotem jakiegoś gospodarstwa, za ogrodzeniem plątały się kaczki. Krzyż wrósł w chwasty.
Sam kamień, żadnej puenty.
Zewnątrz
Przypomina Kazimierz, tylko nie ma rzeki. Tłoku też nie ma. Zwisają z okien torsy mężczyzn. Jakaś kobieta podlewa zmęczone begonie. Sfotografujesz pewnie łabędzia – mówi A. i ma rację. Fotografuję łabędzia nad futryną.
(Złoty Stok – Paczków – Bardo Śląskie – Potworów – Srebrna Góra)
