
Wiktoria Amelina, Patrząc na kobiety, patrząc na wojnę. Dziennik wojny i sprawiedliwości, tłum. Hanna Pustuła-Lewicka, Krytyka Polityczna 2026
1.
Pozwoliliśmy, aby wojna obok przestała składać się z małych historii, w których braliśmy udział. Bo przecież wtedy w lutym, w marcu, w kwietniu cztery lata temu, braliśmy w niej udział. Na dworcach, w prowizorycznych jadłodajniach, w naszych własnych mieszkaniach dzielonych z kimś, kogo zapoznaliśmy właśnie na Zachodnim.
Przeglądaliśmy relacje z cudzych instagramów, maleńkie opowieści o wojnie, jak ta Franki, która miała dywan jak w pokoju Dziecka. Bo wojna nie jest abstrakcją, jest opowieścią pojedyńczych osób.
Z mojego dziennika wojennego:
2.
Po pewnym czasie wojny stają się nieświeże albo przejrzałe. Ci na wojnie przyzwyczają się do niej, ci obok – nudzą.
(W piątym roku wojny na Polaków szwendających się po Londynie zapewne patrzono raczej niechętnie. Zwłaszcza, że przenieśli na wyspę te wszystkie swoje podjazdowe wojenki, urazy i anse).
Wtedy wchodzą politycy i umiejętne podsycają waśnie. Przez ostatnie dwa lata trwa festiwal oskarżeń wobec ukraińskich uchodźców, odbierane są im kolejne świadczenia, piętnowane rzekome przywileje, mają poczuć się obywatelami drugiej kategorii. Wykroczenia, które dla Polaków wydają się śmieszne, jak nielegalne wyłowienia suma albo użycie zakazanych symboli na koncercie, w przypadku Ukraińców skutkują ekspresową deportacją. Gazety bez zahamowań podają narodowość sprawców (chyba że są Polakami), bez trudu uwierzysz, że wokół nas czają się wyłącznie przestępcy z Ukrainy, Azji Środkowej i Ameryki Łacińskiej.
I przyznam, że subtelniej historią grał tamten antyeuropejski rząd niż ten oświecony.
Oczywiście ukraińscy politycy też czują wiatr w żagle, używając do tego pamięci formacji odpowiedzialnej za ludobójstwo, ale równocześnie – z ich punktu widzenia – wyzwoleńczej. Nie da się zaprzeczyć, że, zachowując proporcje, podobną historię mają żołnierze wyklęci vel bandy z lasu.
Pozwoliliśmy więc, aby omamy historii i skrajny marsz populistów (wliczając tych u władzy, a jakże) przesłoniły nam ludzkie losy.
3.
Bardzo dobrze, że – może ku opamiętaniu – „Krytyka Polityczna” w tym momencie wydała książkę Wiktorii Ameliny, tragiczną, bo urwaną nagle rosyjskim ostrzałem.
Jest to zapis tamtego pierwszego roku, wojny widzianej od dołu, wojny zwyczajnych (jest to pewne uproszczenie) kobiet.
Amelina rozpoczyna współpracę z organizacją dokumentującą zbrodnie wojenne. Dalsze urywki notatnika to próba odpowiedzi na pytanie o możliwość dojścia do sprawiedliwości.
(Nie da się – dopowiadam sceptycznie w piątym roku wojny).
4.
Doszliśmy w relacjach polsko-ukraińskich do takiego etapu, że może powinniśmy zbiorowo zacząć czytać dzienniki Ameliny i jeszcze inne dzienniki i zapiski. Na nowo uczyć czym wojna jest.
I jeszcze jedno – poucza lektura „Patrząc na kobiety, patrząc na wojnę” – bardziej należy ufać poetom i artystom niż politykom i publicystom, awangardzie przeciw patosowi. Rozstrzelane Odrodzenie, teatr Berezil, sześćdziesiątnicy – w nich Amelina szuka źródła własnej tożsamości.
Gdyby więcej myśleć o poetach, a mniej o dowódcach wojskowych – mniej byłoby kłopotów.
