
Didier Fassin, Moralna abdykacja. Dlaczego świat nie powstrzymał zagłady Strefy Gazy?, tłum. Oskar Heidemann, Obroty 2026
Dlaczego? Próbuję to pytanie doprecyzować, bo w sumie nie znam się ani na handlu bronią, ani na meandrach porozumienia Sykes – Picot. Znam się na pamięci – fascynuje mnie to w jaki sposób jest używana do niecnych celów (a w te dni to nie tylko Palestyna i Izrael, ale jeszcze Ukraina)
Pisze Didier Fassin (s. 111):
Prawdopodobnie właśnie na tym polega najistotniejszy i ostateczny klucz do interpretacji zgody krajów zachodnich na unicestwienie Gazy: chodzi o pokutę per procura za udział w zagładzie Żydów europejskich.
Dodaje w posłowiu Przemysław Wielgosz (s. 165):
W największym skrócie kultura pamięci stała się narzędziem reprodukcji tego, przed czym miała chronić. W kostiumie uniwersalizmu wytworzyła etnocentryczną narrację o ofierze tylko jednego narodu, której wyjątkowość i nieporównywalność daje państwu uważającemu się za jego reprezentanta zwolnienie z moralnej odpowiedzialności za wszelkie zbrodnie, jakie popełniłoby ono w przyszłości (…) najlepszym sposobem zadośćuczynienia za historyczne winy wobec Żydów jest bezkrytyczne popieranie Izraela.
Odpowiedzi zawsze są cząstkowe. Badania opinii publicznej pokazują niemiecką dezaprobatę dla działań Izraela, polityczny pakt pamięci – uznanie wzajemnej niewinności – działa i przekłada się nawet na używany słownik. Dlatego palestyńskie dzieci nie są dziećmi.
Polskę badam na własnym przykładzie. Napisałem przecież An. ósmego października, że mają rację i mogą bombardować.
Lata wyparcia jakiejkolwiek współwiny w Zagładzie, licytowanie się krzywdami. Nagłe wybuchy skrywanej nienawiści. Odkrywanie istnienia i fascynacja (tu pojawiam się ja), potem Jedwabne i łączenie wspomnień w całość. Ulmowie jako przeciwwaga, ale gdzieś w końcu ubiegłego wieku pojawia się publiczny konsensus, hamujący podskórny antysemityzm, pozostawiający Palestynę na zupełnym marginesie jako sprawę wewnątrzizraelską.
I nawet, gdy następuje jakaś krytyka owego konsensusu (my wszyscy z niego) to sięga owej zakorzenionej niechęci ze sztetli i pisemek ojca Kolbego, a nie działań Izraela w Palestynie (islamofobia jest coraz silniejszym paliwem dla tradycyjnych antysemitów).
Paradoksalnie dopiero ludobójstwo w Gazie coś zmienia. Leczy takich jak ja z utożsamienia tamtej utraconej kultury z dzisiejszym Izraelem, ale też wycisza historyczny antysemityzm. Tamta Zagłada nie może stanowić już punktu odniesienia, to, że potomkowie ocalonych dokonują nowej przekreśla jej wyjątkowość.
Obrońcy konsensusu są tymi, którzy nie potrafią przyjąć tego do wiadomości. A sam przyznam nie jest to łatwa pigułka do przełknięcia. Nasz obmyślony Izrael nie istnieje.
