
Czerwiec. Początki
Co wieczór z latarką telefonu zachodzimy do Teresy. Obawiam się, że ostatnio zjadła swojego mikrego męża, Krzysia.
W Boże Ciało na mszy wieczorne dwoje dzieci usiłuje całować się w kościele, wyciągając ku sobie języczki jak kocie.
Odebrałem książki, patrzę na nie łakomie i nie wiem, od której zacząć.
Dziecko śpiewa pieśń wymyśloną chyba jeszcze w zerówce: Gdzie jest słonko kiedy śpi? Tam, gdzie wszyscy zma-arli.
Na balkonie (oprócz Teresy) dojrzewają agrest i porzeczki. Te czerwone, ulubione przez Ag. dwa lata temu.
Upadek świata – poucza znów Jo. – zaczął się od odejścia od starych odmian jabłoni.
